31 mar 2010

Alleluja!

Składam wszystkim Czytelnikom mojego bloga
serdeczne życzenia wszelkiego dobra,
zdrowia oraz pomyślności.

Niech nadchodzące Święta Wielkiej Nocy
będą pełne rodzinnego ciepła i odpoczynku,
napełnią Państwa prawdziwą wiosenną radością.

Wesołego Alleluja!

2 lut 2010

Szlema z nadróbką

A teraz coś z zupełnie innej beczki...
Nie mogłem się oprzeć – lubię to stwierdzenie z Monty Pythona.

Spotkałem się kilka dni temu z Panem Bogusławem Gierulskim. Kto gra na poważnie w karty, wie już o czym będzie mowa. Brydż. Nie wpadłem jeszcze w nałóg, ale po godzinnej z rozprawce o alertach, grze bez atu, bilansach, blefach, blotkach i dziadkach z jednym z najlepszych polskich brydżystów, można bakcyla złapać. A prezes Elbląskiego Stowarzyszenia Brydża Sportowego, który ma na swoim koncie m.in. tytuły Mistrza Polski w Parach, Mistrza Ameryki Północnej, IV m-ce na Olimpiadzie Sportów Umysłowych w Pekinie potrafi opowiadać o brydżu z pasją, z jaką zapewne też w brydża gra.

Jak co roku Bogusław Gierulski organizuje Międzynarodowy Kongres Brydża Sportowego „Żuławski” 2010 im. Arcymistrza Międzynarodowego Mirosława Wołka. Tegoroczny, XIII już Kongres, odbędzie się w dniach 19-21 lutego.

Nie chwaląc się powiem, że Turniej ten wspieram prawie od samego początku. Podczas Kongresu Elbląg staje się swego rodzaju Mekką dla najlepszych brydżystów z całego świata - kilkuset zawodników, którzy swe umiejętności licytacji i rozgrywek opanowali do perfekcji, emocje i sportowa rywalizacja oraz pytanie: kto zwycięży? Wszystko to powoduje, że Turniej elbląski należy do elity turniejów brydżowych.

Okazuje się, że zainteresowanie brydżem w świecie w ostatnim okresie bardzo wzrasta. W tej dyscyplinie najlepsi są Amerykanie i Włosi. Możemy być jednak dumni, gdyż w opinii światowej, Polacy plasują się także bardzo wysoko. Szczególnie nasza młodzież, regularnie zdobywa najwyższe tytuły.

Na początku napisałem, że kto gra w karty, ten nazwisko Gierulski zna. Ale - jak podkreśla prezes Gierulski - brydż to nie jest gra w karty; to gra przy ich pomocy. Jest to gra psychologiczna, opierająca się na logicznym i strategicznym myśleniu, umiejętności współpracy, pracy w zespole. Gra pasjonująca.

Na zakończenie, już tradycyjnie, życzę wszystkim polskim, a szczególnie elbląskim brydżystom, którzy wystartują w XIII Kongresie Brydża Sportowego „Żuławski” 2010 - szlema z nadróbką.

27 sty 2010

Nadeszła zima i zrobiło się zimno

Media donoszą, że w Krakowie i Katowicach stanęły koksowniki. W innych miastach też mają się pojawić.

W Stanach Zjednoczonych zamarzł wodospad, ale tam temperatura spadła do minus 55 stopni Celsjusza.

Nie potrafię sobie w tej chwili przypomnieć, gdzie to usłyszałem, czy przeczytałem, ale wypowiadał się meteorolog - bodajże z NASA - na temat ataków zimna. Teoria jest taka, że co 30-50 lat napływają z bieguna północnego trzy jęzory mrozu – nad Kanadę i USA, Wschodnią Rosję i Chiny oraz nad Europę właśnie – co nas bezpośrednio dotyczy. Takie zimno trwać ma około dwa i pół miesiąca. Zaczęło się w połowie grudnia, potrwa do końca lutego.

Rzeczywiście, 30 lat temu mieliśmy „rekordową” zimę i zdaje się, że mrozami „tylko” 25 stopniowymi nikt się nie podniecał i nie dziwił temu. Zima jest, to i śniegi, i mróz muszą być. Zimą robactwo wymarza i myszy też. Nie było dzięki temu kasztanowcowiaczków i innych paskudników, które w naszym klimacie wrogów naturalnych nie miały. Winnice i orzechy włoskie też się u nas - przynajmniej w Polsce północno-wschodniej – nie przyjmowały.

Słyszałem też wypowiedź naukowców, którzy grzmieli, że topnieją lodowce. Przyznają oni teraz, że rzeczywiście trochę w swoich apelach przesadzili. A ja myślę, że może mają rację; te lodowce topnieją, ale właśnie raz na 30-50 lat się odbudowują. Może tak być.

No właśnie: każda teoria, czy prosty pomysł, próba wyjaśnienia „atrakcji” pogodowych kończy się, a raczej zaczyna, od magicznych słówek „być może”. Na podstawie zapisków starożytnych i tych nowszych możemy jedynie mniej więcej (z naciskiem na mniej zapewne) wnioskować o zdarzających się pogodowych „wyskokach”. Czy na terenach, które obecnie zajmuje Rzeczpospolita 1000 lat temu latem bywały upały, a zimą mrozy siarczyste? Zapewne tak. Abstrahuję tutaj od tak odległych czasów jak okresy zlodowacenia.

Mimo rozwoju nauki, także w dziedzinie meteorologii i klimatologii, coraz bardziej precyzyjnych pomiarów, wzrostu mocy obliczeniowych radzących sobie z ogromną liczbą parametrów, modele pogodowe budujemy jedynie krótkoterminowe. A człowiek nie lubi, jak go coś zaskakuje i czegoś nie wie. Chcielibyśmy wiedzieć jaka pogoda będzie za dwa tygodnie, za miesiąc, w następne wakacje. A guzik! Prognozy wiarygodne sięgają w przyszłość tylko 3 dni. I wszystko być może.

Zastanawia mnie jeszcze jedna rzecz, a nawet dwie. Te awarie w energetyce i na kolei. Przecież zimy i śnieżne, i mroźne w Polsce były, czy wtedy nic się nie psuło, czy może się o tym po prostu nie mówiło? Uknułem na potrzebę wyjaśnienia tej historii własną teorię. No więc teraz teoria całkiem nowa: awarie się zdarzają, bo ludzie, od których „zabezpieczenie” przed takimi awariami zależy, zim prawdziwych i mrozu tak długo trzymającego - jak najbardziej dopuszczalnych dla naszej szerokości geograficznej - nie pamiętają!

Od kilku lat zimy mamy raczej łagodne. Znajoma niedawno zwróciła mi uwagę, że dzieci jej brata nadziwić się nie mogą, że może być tak zimno przez tak długo. Owszem mróz zimą pamiętają, ale zdarzający się sporadycznie – dwa dni, dwie noce, nie dłużej. Osoby urodzone pod koniec lat 70-tych po prostu nigdy tak długo trwającego mrozu i tak długo leżącego śniegu nie pamiętają. Albo… być może… mnie pamięć już mylić zaczyna.

Jedno jest pewne: Polska Francją południową nie jest!!

W globalnej wiosce, jaka staje się świat, próbujemy wszystko ujednolicać, spłaszczać, niwelować amplitudy – we wszystkich dziedzinach. Pogoda się temu nie daje. Na to człowiek wpływu nie ma. Dlatego domy ciepłe budować musimy, systemy ogrzewania wydajne montować. I niestety koszty ogrzewania - coraz wyższe :/ - ponosić. Niesprawiedliwość dotyka tych, którzy mieszkają w najzimniejszych rejonach Polski. Tu opłaty za ciepło mogą człowieka zrujnować.

A może – być może - to ochłodzenie, które nas właśnie tak dotkliwie dotyka, to skutek gromów i apeli całego świata i efekt konferencji klimatycznych. O, proszę zrobiliśmy konferencję i klimat globalny się poprawił. Znikło ocieplenie.

22 gru 2009

Wesołych Świąt!

"Przybieżeli do Betlejem pasterze..."

Życzę wszystkim rodzinnych, spokojnych Świąt Bożego Narodzenia.
Niech nadchodzące dni będą radosne i pełne ciepła.

Niech magia Wigilijnego wieczoru otacza Czytelników mojego bloga
przez wszystkie dni nadchodzącego 2010 roku.

9 lis 2009

9 listopada 1989 -2009

Lech Wałęsa po raz drugi powalił mur berliński. Tym razem dosłownie i na oczach całego świata! Nie ma wolności bez Solidarności. Bez wolności nie ma demokracji.

5 lis 2009

Czym jest społeczeństwo obywatelskie?

W październiku w Senacie odbyła się Konferencja pod hasłem „Społeczeństwo obywatelskie a fundusze unijne. Partnerstwo, ale jakie?”. Współorganizatorami Konferencji były: Instytut Spraw Publicznych, Ogólnopolska Federacja Organizacji Pozarządowych oraz Senat Rzeczypospolitej Polskiej.

W słowie wstępnym Prezes Instytutu Spraw Publicznych Jacek Kucharczyk, przedstawiając podtytuł konferencji „Partnerstwo, ale jakie”, podkreślił, że „partnerstwo” nie jest dookreślone w naszym prawodawstwie. Sam zastanawiam się, czy być powinno. Jeśli tak, to próbujemy społeczeństwo obywatelskie budować za pomocą wytycznych zapisanych w aktach prawnych. A może wystarczy edukacja, wiedza i przekonanie o własnej wartości, zatarcie granic między tak popularnym kiedyś „my – oni”. Czyż partnerstwo nie powinno wypłynąć – nazwijmy to - naturalnie? Bo przecież Państwo to My, Państwo to Społeczeństwo. Cała administracja działać powinna na zasadach partnerskich, a nie z poziomu władza-ludzie. Pan Jakub Wojnarowski – członek Zespołu Doradców Strategicznych Premiera, podkreślił właśnie rolę edukacji w procesie rozwoju społeczeństwa obywatelskiego. Edukację jako kreowanie postaw i aktywności. Ale to efekty da dopiero w przyszłości.

Póki co, chyba jednak musimy wyznaczać przepisami zasady partnerstwa dla administracji rządowej, samorządu, organizacji pozarządowych i jednostki, jaką jest każdy człowiek.

Pierwszy wykład Konferencji dotyczył zmian w prawie o organizacjach pozarządowych. Otóż, szykuje się wiele zmian. Między innymi w Ustawie Prawo o stowarzyszeniach. Ustawa ta ma 20 lat, weszła w życie na początku polskiej transformacji ustrojowej i przez 20 lat nie wprowadzono do niej żadnych poważniejszych zmian. Czas zatem najwyższy przygotować nową ustawę, która będzie wpisywała się w nowe warunki, w nową świadomość społeczeństwa, w demokrację, w większą wolność, większe zaufanie Państwa do obywatela, poczucie samorządności.

Kolejne dwa wykłady pod tytułami: „Społeczeństwo obywatelskie a Narodowa Strategia Spójności” oraz „Społeczeństwo obywatelskie w Strategii Lizbońskiej” zaczęły się od – na pozór - zaskakujących stwierdzeń prelegentów, że właściwie trudno jest połączyć temat społeczeństwa obywatelskiego ze Strategią Spójności, czy Strategią Lizbońską, ponieważ w Strategii nie występuje pojęcie społeczeństwa obywatelskiego. I tu zadałem sobie pytanie: dlaczego? i: czym jest społeczeństwo obywatelskie? Ano chyba, jest to normalne społeczeństwo; aktywne, wykazujące inicjatywy oddolne, społeczeństwo wolne, z poczuciem swojej wartości, z poczuciem wartości jednostki.

W Strategii Lizbońskiej nie ma mowy o społeczeństwie obywatelskim. Inaczej już sprawa przedstawia się w Traktacie Lizbońskim. Tutaj mówi się dużo o organizacjach pozarządowych, o ważnej roli społeczeństwa obywatelskiego w rozwoju Unii Europejskiej, o aktywizacji. Zastanawiałem się nad tym problemem i doszedłem do wniosku, że jest tak, ponieważ Strategia Lizbońska była przygotowywana 10 lat temu przez państwa „starej 15”. Dla nich społeczeństwo po prostu musiało być, było i jest z natury obywatelskie. Nie trzeba było „obywatelskości” podkreślać i uwypuklać. Ale w przypadku państw „postkomunistycznych” sprawa wygląda diametralnie inaczej. W Polsce także dopiero tworzymy społeczeństwo obywatelskie. My wciąż jesteśmy na etapie przechodzenia ze społeczeństwa totalitarnego, komunistycznego do społeczeństwa demokratycznego, obywatelskiego.

Unia Europejska nas w tym kierunku popycha. Choćby właśnie poprzez fundusze unijne na inicjatywy oddolne, aktywizację. My dopiero musimy się wyrwać spod „czapy totalitarnej”, która nadal ciąży na naszym społeczeństwie. To zadanie dla młodych ludzi. Części starszego pokolenia nie uda się wyrwać ze „starego systemu”. Stwierdzam z przykrością, że są ludzie, którzy z tego systemu wyrwani być nie chcą! Jedni ze strachu, z obawy przed nowym, inni z wygody i przywilejów. Społeczeństwo obywatelskie to społeczeństwo wolne, z poszanowaniem praw jednostki. Czego się zatem bać?! Za dużej wolności?! A może… odpowiedzialności?

Amerykański psycholog Philip Zimbardo w jednym z wywiadów na temat polskiego społeczeństwa, powiedział: „Komunizm umniejszał znaczenie jednostki i ograniczał jej wpływ na własne życie. Można jednak pomóc kolejnym pokoleniom nie powielać tego schematu. Trzeba aktywizować ludzi, bo dzięki temu uwierzą, że mają wpływ na własne życie, że mogą coś osiągnąć”. Mądre – prawda?

Dlatego na koniec odejdę od – wspomnianej na wstępie - Konferencji, a przerzucę się na konsultacje. Jednym ze sposobów udziału społeczeństwa w sprawowaniu władzy, w rozwoju, wyrazem partnerstwa są konsultacje społeczne.

"Konsultacje społeczne to proces, w którym przedstawiciele władz (każdego szczebla: od lokalnych po centralne) przedstawiają obywatelom swoje plany dotyczące np. aktów prawnych (ich zmiany lub uchwalania nowych), inwestycji lub innych przedsięwzięć, które będą miały wpływ na życie codzienne i pracę obywateli. Konsultacje nie ograniczają się jednak tylko do przedstawienia tych planów, ale także do wysłuchania opinii na ich temat, ich modyfikowania i informowania o ostatecznej decyzji. Konsultacje społeczne to sposób uzyskiwania opinii, stanowisk, propozycji itp. od instytucji i osób, których w pewien sposób dotkną, bezpośrednio lub pośrednio, skutki proponowanych przez administrację działań". [za: http://administracja.ngo.pl/x/340786 ]

To także na razie metoda partnerstwa raczkująca w Polsce. Smutne jest, gdy podczas konsultacji pomysłodawcy mówią swoje, „konsultanci społeczni” swoje. I mimo negatywnych opinii, uwag, czasem nowych propozycji, pomysłodawcy robią, to co wcześniej zaplanowali. Konsultacje się przecież odbyły. Procedura zachowana. Brawo.

Innym niepokojącym zjawiskiem jest mała frekwencja na takich spotkaniach. Z czego ona wynika? Czasem ze złej informacji lub jej „prawie braku” ze strony wnioskodawców. Ale też po części wynika z tej „czapy totalitarnej”, która na społeczeństwie ciąży. A przecież w przypadku wielu projektów to my sami decydować musimy, czego chcemy i w jakiej formie. Żebyśmy później nie mieli pretensji, że decyzje zapadają za naszymi plecami. Czy to nasza polska przywara? Mamy zdanie na każdy temat. I liczne pretensje. Tylko gdzie je artykułujemy? W kuchni gotując obiad? Leżąc w domu na kanapie przed telewizorem? Korzystajmy ze swoich praw obywatelskich. Bądźmy społeczeństwem obywatelskim!!

Uwaga: Ci, którzy społeczeństwo do aktywności zniechęcają, mogą być uznani za komunistów!! Nie żartuję. To przecież wynika ze słów profesora Zimbardo.

A na zakończenie rodzi mi się taka oto konkluzja: prawdziwe społeczeństwo obywatelskie i partnerstwo zbudujemy wtedy, gdy administracja rządowa, samorząd, sfera biznesu, organizacje pozarządowe (czyli ludzie w danym sektorze działający) zdadzą sobie sprawę, że wszyscy jesteśmy zbiorem jednostek. Równych jednostek.

24 wrz 2009

Chyba nadal o łowiectwie

Nie spodziewałem się, że temat zmian w prawie łowieckim takie emocje wzbudzi na blogu. A tu proszę…

Niedawno odbyło się spotkanie pt.: „Intelektualia myśliwskie”. Miałem przyjemność zaprezentować tam słabe i mocne strony polskiego modelu łowiectwa. Pewnie, że założenia naszego łowiectwa są szczytne, gorzej z praktycznym przestrzeganiem tych wartości.

W komentarzach do poprzedniego posta pojawiła się prośba o opublikowanie mojego oświadczenia w sprawie zastrzeżeń do niektórych zapisów Prawa łowieckiego, a także odpowiedzi Ministra Środowiska na to oświadczenie. Odsyłam na internetową stronę senacką. Jest tam treść i oświadczenia, i odpowiedzi. Przepraszam, że tak to „załatwiam”, ale po co mnożyć te same treści w wielu miejscach.

Co do przedmiotowego oświadczenia chciałbym zwrócić uwagę na dwie rzeczy.

Po pierwsze: w odpowiedzi Ministerstwo wskazuje na bardzo dobre zapisy ustawy Prawo o stowarzyszeniach. Zgadzam się. Jest to mądra i dobra ustawa. Szkoda tylko, że nie dostrzeżono zasadniczego problemu, a mianowicie, że Polski Związek Łowiecki nie funkcjonuje jak zwykłe stowarzyszenie. Gdyby PZŁ było stricte stowarzyszeniem, pewnie wiele problemów z nadzorem i nieprawidłowościami w jego statucie by znikło.

Przepraszam, że się powtarzam, ale nadal uważam, że i Prawo łowieckie, i Statut PZŁ nie zapewniają właściwego funkcjonowania Związku. Szeregowy myśliwy odseparowany jest od władz grubym murem. Gdyby wszystkie paragrafy stosować z dobrą wolą i pozytywnym nastawieniem na myśliwego, byłoby OK. Ale wszyscy zdajemy sobie sprawę ze smutnego faktu, że tak nie jest. Złej woli jest niestety dużo.

I tu się pojawia moje „po drugie”: Ministerstwo stwierdza, że obecne rozwiązania prawne gwarantują właściwy nadzór nad PZŁ. Nie zgadzam się! Tak nie jest! Poniżej przykład z życia, tak zwany fakt autentyczny.

Myśliwy został wykluczony z koła za rzekome „niekoleżeństwo” (tu zaznaczam, że bardzo „szerokie” jest to pojecie w rozumieniu niektórych „potraktowanych” niekoleżeńsko władz), objawiające się ujawnieniem organom ścigania nieprawidłowości, jakich mieli dopuszczać się członkowie zarządu koła.

Uchwała o wykluczeniu została jednak uchylona w trybie odwoławczym przez zarząd okręgowy. Tym samym procedura została wyczerpana, a sprawa prawomocnie zamknięta.

Tymczasem Zarząd Główny, reagując na pismo koła, w trybie nadzoru uchylił uchwałę zarządu okręgowego, pomimo że nie była ona ani sprzeczna z prawem, ani ze Statutem PZŁ, a więc nie mogła się kwalifikować do uchylenia przez organ nadzorujący w myśl artykułu 33 ustęp 5 Prawa łowieckiego i paragrafu 173 ustęp 2 Statutu PZŁ. Uchylając uchwałę ZG PZŁ przekroczył swoje kompetencje ze szkodą dla myśliwego, którego nawet nie wysłuchał, mimo że gwarantuje mu to paragraf 9 ustęp 1 punkt 3 Statutu PZŁ.

Naczelna Rada Łowiecka utrzymała tę uchwałę w mocy, a jej ostatecznym skutkiem stało się ponowne wykluczenie myśliwego z koła, na tych samych podstawach co wcześniej.

Minister Środowiska nie dopatrzył się jednak w postępowaniu PZŁ żadnych nieprawidłowości. Dla szeregowego myśliwego to jak walka z wiatrakami.

To tak gwoli wyłożenia na stół tego świetnego nadzoru. Smutne, ale prawdziwe.

Polski model łowiectwa nie jest zły. Złe jest nieprzestrzeganie prawa. A jeśli tak się dzieje i prawo jest łamane, to tym najsłabszym należy zapewnić narzędzia do obrony.

Darz Bór!

23 lip 2009

Wakacyjny kij w mrowisko

ehh… czasu brak…

Ale po kolei:

Na początku lipca w Parlamencie mieliśmy miłe uroczystości. Odbyły się obchody 20-lecia odrodzonego Senatu Rzeczypospolitej Polskiej. Byli goście, przemówienia, oklaski, miłe spotkania, tort i sadzenie pamiątkowych dębów, no i pamiątkowe zdjęcia. Muszę przyznać, że wszystko było zorganizowane tip-top, wszystko w podniosłej, a zarazem miłej, przyjaznej i ciepłej atmosferze, a spotkało się na sali posiedzeń Sejmu naprawdę dużo osób. Z różnych pokoleń. Po więcej informacji na ten temat wysyłam na podstronę Senatu:
http://www.senat.gov.pl/k7/agenda/wydarz/2009/090703.htm.

Dalej:

Założyliśmy z grupą posłów i senatorów Parlamentarny Zespół do Spraw Leśnictwa, Ochrony Środowiska i Tradycji Łowieckich. A pozostając przy tematyce łowieckiej, to złożyłem oświadczenie senatorskie do Ministra Środowiska, dotyczące moich (i nie tylko) wątpliwości co do niezgodności niektórych zapisów ustawy Prawo Łowieckie z Konstytucją RP. Czekam na opinię ministra Nowickiego w tym temacie.

Następnie: dla tych co myślą , że mam urlop – otóż urlopu nie mam. Jeszcze. Zamierzam odpocząć parę dni w sierpniu. A Pani dyrektor mojego biura daję 4 tygodnie urlopu, niech odpocznie dziewczyna, bo w ciągu roku wolnego nie ma. A, przepraszam. Miała 4 dni wolne na Wielkanoc. W każdym razie bardzo się z tego urlopu cieszy. Postaram się nie dręczyć jej telefonami za często.

Co tam jeszcze…

Wszystkim, którzy mają wakacje, tym którzy mają tylko krótkie urlopy, tym którzy urwą chociaż parę dni wolnych życzę udanego wypoczynku, pięknej pogody i nabrania sił do pracy. Spotykam się w ostatnim czasie z wieloma prywatnymi przedsiębiorcami, i z branży budowlanej, i elektrycznej, itp. i chciałbym powiedzieć im: zostawcie pracę chociaż na kilka dni. Odpocznijcie. Robota nie zając – nie ucieknie, poczeka na Was. A oderwanie się choć na chwilę od codzienności, od rytmu pracy jest niezastąpionym lekarstwem na stres i zmęczenie. W końcu nie ma nic ważniejszego niż zdrowie. Wiem, co mówię.

Wyszedł taki trochę wakacyjny miszmasz, a niej kij w mrowisko, ale początkowo chciałem pisać o czym innym. Chciałem być niemiły dla niektórych. Ale złość mi przeszła. I dobrze. Czas zaciera to, co złe i proszę – po napisaniu paru akapitów na inne tematy przeszła mi cała złość.

Następny post pewnie we wrześniu, bo komputer i wślepianie się w monitor strasznie latem męczy.

4 cze 2009

4 czerwca 1989 roku

W 1989 miałem 31 lat. Ach, jaki ja byłem młody. Parę lat wcześniej ukończyłem studia, zacząłem pracę w szkole. Myślę, że w wieku 30 lat człowiek zaczyna się zastanawiać, podejmować decyzje, co tak naprawdę chce w życiu robić, czym się zajmować.

Być może właśnie ten ruch wolnościowy, wybory 4 czerwca 1989 roku były momentem przełomowym w moim życiu. Nie tylko w skali losu całego kraju i drogi, którą wybraliśmy jako społeczeństwo, ale też w skali mnie samego – młodego człowieka rozpoczynającego dojrzałe życie. W domu była już rodzina - żona, dwie córki. Czas zacząć zajmować się poważnymi sprawami.

Nie pamiętam już, jak dokładnie spędziłem ten dzień, to znaczy 4 czerwca 1989. Czy coś wtedy we mnie drgnęło – Stasiu! jest wolna Polska, prawdziwe wybory, praca na rzecz społeczeństwa czeka!

Myślę, że miałem trochę szczęścia, że znalazłem się w odpowiednim czasie – Polska odzyskuje prawdziwą wolność, ja zaczynam dojrzałe życie po 30-tce. Nie za młody, żeby nie zrozumieć wagi wydarzenia lub nie mieć jeszcze szans na samodzielność, ale i nie za stary żeby tylko się przyglądać – jestem szczęśliwy, ale niech młodsi to dalej ciągną.

Patrzę na 4 czerwca właśnie przez pryzmat mojego prywatnego życia, decyzji jakie wtedy podjąłem. Wielki dzień dla Polski, ale i bardzo ważny dla mnie indywidualnie. Nie wiem, jak potoczyłaby się moja przyszłość. Może nie zdecydowałbym się na start w wyborach samorządowych?

A potem były wybory do Parlamentu. A dzisiaj jestem senatorem Rzeczypospolitej Polskiej.

Dobrze było urodzić się w 1958 :-)

I dobrze, że w Polsce, a nie w Chinach :-(

30 kwi 2009

Dzień Flagi i Święto Konstytucji 3-go Maja

Od 2004 roku obchodzimy w Polsce Dzień Flagi Rzeczypospolitej Polskiej. Święto wprowadzone ustawą z 20 lutego 2004 roku o zmianie ustawy o godle, barwach i hymnie Rzeczypospolitej Polskiej, swoje miejsce w kalendarzu znalazło w dniu 2 maja.

Wybór daty – 2 maja – nie jest przypadkowy. Jeszcze 20 lat temu flagi łopotały wszędzie i uroczyście z okazji Święta Pracy 1 maja. Nazajutrz flagom nie było już tak radośnie. Władza ludowa dbała, aby drugiego dnia maja flag na ulicach nie było, bo a nóż ktoś się zagapi i flaga powiewać będzie nadal 3 maja – w rocznicę uchwalenia Konstytucji 3-go Maja. A tego władza – uuuuu - nie chciała.

Tak więc dzisiaj składa się tak ładnie, że obchodzimy i Święto Pracy, i Dzień Flagi, i Święto Trzeciomajowej Konstytucji. Tak zwany długi weekend majowy jest kolejną po Wielkiej Nocy okazją do wiosennego wypoczynku i spotkań z najbliższymi i znajomymi.

A tak poważniej i ku przypomnieniu, to było tak:

Gdy w 1831 roku Izba Senatorska i Izba Poselska stanowiły o przyjęciu odznaki, pod którą winni się łączyć wszyscy Polacy, zapisano w ustawie co następuje:

„Artykuł 1. Kokardę Narodową stanowić będą kolory herbu Królestwa Polskiego i Wielkiego Księstwa Litewskiego, to jest kolor biały z czerwonym.
Artykuł 2. Wszyscy Polacy, a mianowicie Wojsko Polskie te kolory nosić mają w miejscu gdzie takowe oznaki dotąd noszonymi były”.

I tak Biel Orła i Pogoni na czerwonym tle towarzyszy nam do dziś. Przez niemal 200 lat nic się nie zmieniło. Barwy biało-czerwona stały się symbolem Państwa i własnością narodu, który pod tymi barwami wybijał się na niepodległość. To Flaga przypominała o tym, że może być wolna Polska, a obok niej, przypominała o tym Konstytucja 3-go Maja.

Konstytucja uchwalona w 1791 roku obowiązywała zaledwie 15 miesięcy! A zakończyły jej trwanie niezgoda - Targowica i rozbiory.

Co zatem każe nam wspominać i świętować uchwalenie Konstytucji 3 Maja? Ano właśnie to, że pamięć o niej pomogła przetrwać w jedności narodowi polskiemu blisko dwa wieki niewoli...

No to do dzieła – wieszajmy flagi, niech Polska będzie biało-czerwona :)