27 lut 2009

Pomoc przez zabawę

Czy można pomagać, bawiąc się przy tym wyśmienicie? Otóż rzeczywiście można…
W dniu 7 lutego 2009 roku na statku Admirał w Elblągu odbył się IV Charytatywny Bal Admirała.
Kosztowało wejście, kosztowały fanty, była licytacja.
Dochód z balu został przeznaczony na rehabilitację 15 - letniego Michała Dudkowskiego oraz na potrzeby drużyny hokeja na sledge'ach z Integracyjnego Klubu Sportowego „Atak” w Elblągu. Michałowi pomagam od lat. Drużyna hokeja ma szanse zakwalifikować się do udziału w Igrzyskach Paraolimpijskich w Vancouver.
Organizatorki Balu z ogromnym zapałem zebrały grupę chętnych osób i z dużym zaangażowaniem przygotowały szereg atrakcji dla uczestników zabawy. Ja po raz drugi wspierałem tę inicjatywę.
W Elblągu nie ma zbyt wielu wydarzeń tego typu. Jedyny Bal Charytatywny zorganizował w tym roku elbląski Lions Club. A przecież taka inicjatywa poprzez wielki zapał, jednoczenie sił, wspólną zabawę i swoją unikatowość jest cenna, zarówno dla potrzebujących, jak i dla samych uczestników balu, bo niewątpliwie integruje także środowisko.
Pozdrawiam organizatorki i życzę dalszych sukcesów.

30 sty 2009

Myślistwo w Polsce

Myślistwo jest uprawiane w Europie przez ponad 7 milionów osób. FACE, czyli Federacja Europejskich Stowarzyszeń Myśliwskich, zebrała dane statystyczne dla 36 państw europejskich. Ciekawy jest wskaźnik wyrażający stosunek liczby myśliwych do liczby mieszkańców w danym kraju. Do państw o największej popularności myślistwa należą Cypr, Malta, Dania, Finlandia, Norwegia i Szwecja. Krajami o najmniejszej popularności myślistwa są natomiast Belgia, Niemcy, Węgry, Luksemburg, Holandia, Polska i Rumunia.

Co ciekawe model łowiectwa w Skandynawii ma wybitnie rekreacyjny i nieco traperski charakter. Może stąd taka jego popularność?

Aż dziwne się wydaje, że najmniej myśliwych w stosunku do liczby mieszkańców jest w krajach o najdłuższej tradycji łowiectwa, takich jak Polska, Węgry, Niemcy czy Rumunia. Właściwie to zajmujemy w Europie trzecie miejsce od końca w takim zestawieniu. Za nami są tylko Belgia i Holandia.

Ale czy aby na pewno jest to dziwne? Otóż łowiectwo jest tam oparte na zestarzałym modelu feudalnym. Piszę „tam”, ale obejmuje to też „tutaj” - Polskę.

Ogólne zasady funkcjonowania Polskiego Związku Łowieckiego nie zmieniły się niemal od czasu jego powstania w roku 1923. To znaczy w 1923 roku w Warszawie powstał Centralny Związek Polskich Stowarzyszeń Łowieckich, który w 1929 roku przekształcił się w Polski Związek Stowarzyszeń Łowieckich, a następnie przyjął nazwę Polski Związek Łowiecki. W skład PZŁ weszły wszystkie działające w Polsce towarzystwa łowieckie. Dzisiaj mamy tę różnicę, że nie mamy towarzystw ani stowarzyszeń, tylko jeden wszechwładny Polski Związek Łowiecki.

Nowelizacja Prawa łowieckiego to twardy orzech do zgryzienia. Obecnie przyglądamy się zapisom i pomysłom, które „zdemokratyzowałyby” Zrzeszenie, do którego należy około 102 tysiące myśliwych. Polski Związek Łowiecki zapisał piękne karty w swojej historii. Przynależność do niego powinna dawać poczucie dumy, poczucie bycia w grupie, poczucie bycia częścią wspaniałego towarzystwa. A z głosów, które do mnie docierają wiem, że tak nie jest.

Obecne prace nad nowelizacją z pewnością obejmą zapisy, które są niezgodne z Konstytucją RP, czyli najważniejszą ustawą obowiązującą w Rzeczypospolitej oraz te, które są niezgodne z prawem, jakie przyjęliśmy na siebie jako członek Unii Europejskiej.

Ubolewam nad tym, że w całym procesie nowelizacji najmniej aktywne są władze Polskiego Związku Łowieckiego, że nie zależy im na dostosowaniu Prawa łowieckiego i swojego Statutu do obowiązującego prawa. To znaczy władze Związku są aktywne, tylko nie w tę stronę. Im akurat, wydaje mi się, najbardziej zależy na tym, żeby niczego nie zmieniać.
Ale jeśli składki szeregowych myśliwych przeznaczane są w większości na utrzymanie władz, to czemu się dziwić. Tylko jak w takich warunkach prowadzić gospodarkę łowiecką?

Jeżeli na zebraniach słyszy się hasła, że „członkowie koła muszą akceptować działania zarządu” i w ten sposób ucina się wszelkie dyskusje, to chyba jest coś nie tak. Chciałbym zwrócić uwagę, że to zarząd jest powołany do tego, aby realizować wolę członków, a nie na odwrót.

I właśnie dlatego pracujemy nad nowelizacją Prawa łowieckiego - aby wzmocnić rolę pojedynczych myśliwych, którzy są najbliżej natury, najbliżej łowiska, najwięcej pracy wkładają w prawidłową gospodarkę łowiecką.

28 sty 2009

Słupkowy Elbląg

Zauważyłem niewesołą rzecz. W czasach, gdy miasta otwierają się na mieszkańców i turystów, Elbląg zamyka swe podwoje. No dobrze, może nie podwoje, ale część ulic.

Ilekroć przyjeżdżam do Elbląga, zastanawiam się, co skłoniło elbląskie władze miasta do decyzji, jaką było wyłączenie z ruchu samochodowego ulicy Stary Rynek i odcięcie dojazdu ulicom: Sukienniczej, Wieżowej i Mostowej.

I proszę mnie źle nie zrozumieć, mi osobiście to nie przeszkadza, ale mieszkańcom i turystom, owszem tak. Rozumiem, że może jest ogólna tendencja na zamykanie części miasta dla ruchu samochodowego i tworzenie uliczek – tak zwanych spacerniaków.

Ale jest też druga strona medalu. A ta druga strona to SŁUPKI czy PACHOŁKI. Jest to pomysł dosyć karkołomny, blokować wjazd słupkami. Stanęły one na ulicach latem ubiegłego roku. I od razu zaczęły się protesty mieszkańców. Elblążanie mieszkający na Starówce obawiali się, że w przypadku jakiejkolwiek koniecznej szybkiej interwencji, straży pożarnej lub karetki pogotowia nie będą miały one możliwości dojazdu do odciętych kamienic. O zgrozo, niebawem tak się stało. Jak opisywali elbląscy dziennikarze, umocowana na jednej z kamienic antena satelitarna odczepiła się i zaczęła się chwiać, stwarzając zagrożenie dla przechodniów. Wezwano zatem straż pożarną. Załoga dojechała szybko, ale stanęła przed przeszkodą. Aby dojechać do budynku, strażacy musieli wyrwać jeden ze słupków blokujących wjazd na ulicę. Jak zapewniali, po tym wydarzeniu urzędnicy miejscy, straż pożarna posiadała klucz do usuwania niektórych słupków. Jednak tym razem chyba strażacy zapomnieli klucza. A co by było, gdyby to nie antena i straż pożarna, ale na interwencję czekała – odpukać – chora osoba i pogotowie.

Kolejnym ważnym aspektem jest także to, że przy ulicy Stary Rynek znajdują się siedziby firm, które straciły możliwość bezpośrednich dostaw towaru, ze względu na niemożność dojazdu.

Generalnie mieszkańcy odciętych ulic oraz okolic protestują, jednak elbląska władza nie chce słuchać o ich nieszczęściach. A słupki jak stały, tak stoją.

15 sty 2009

Spływ kajakowy Drwęca - Wel

Towarzystwo Miłośników Ziemi Nowomiejskiej organizuje w dniach od 29 stycznia do 1 lutego Zimowy Spływ Kajakowy Drwęca - Wel. Spływ odbędzie się już po raz dziewiąty.

Miło mi zakomunikować, że patronat nad imprezą objął Parlamentarny Zespół do Spraw Dróg Wodnych i Turystyki Wodnej. Na spływie pojawię się ja, senator Piotr Głowski, który jest przewodniczącym Zespołu i - na 70% - wicemarszałek Marek Ziółkowski, który jest pasjonatem kajakarstwa.

Dla tych, którzy szykują się, aby zobaczyć senatorów w kajakarskich wdziankach i z wiosłem w rękach informacja: a guzik. Na razie jestem amatorem spływów bardziej wakacyjnych i na spływ zimowy się - jeszcze - nie piszę. Chyba, że moi koledzy z Zespołu Parlamentarnego będą bardzo chcieli popłynąć.

Na razie planujemy trzymać kciuki za uczestników, aaa i za pogodę, bo podobno na razie Drwęca jest lekko zamarznięta. Mam nadzieję, że kra spłynie i będzie OK.

A przy okazji wielki ukłon dla organizatorów spływu. Do zobaczenia 31 stycznia.

22 gru 2008

Wesołych Świąt, do siego roku!

Niech nadchodzące Święta będą pełne rodzinnego ciepła i odpoczynku.
Niech napełnią Państwa prawdziwą radością i pokojem.
Niech będzie to dla Was chwila wytchnienia od codzienności,
chwila refleksji i dobrej nowiny, która wyzwoli to, co najlepsze
i da siły do podejmowania nowych zadań na cały Nowy 2009 Rok.

17 gru 2008

Spotkania powiatowe PO

W Nowym Mieście Lubawskim i w Ostródzie odbyły się spotkania parlamentarzystów i samorządowców PO z mieszkańcami. W obu - jako parlamentarzysta - wystąpiłem ja.

W obu miejscowościach spotkania trwały ponad dwie godziny, co cieszy, tym bardziej, że nie były to tylko wystąpienia „w jedną stronę”, ale rozmowy. A z rozmów wniosek płynie taki: społeczności lokalne głównie gnębią te same problemy.

Po pierwsze drogi. Inwestycji na drogach krajowych oba miasta oczekują jak kania dżdżu. W Nowym Mieście jest to "15", w Ostródzie "16". O ile "16" ostródzka nie daje się aż tak we znaki, o tyle "15" biegnąca przez centrum NML - jako jego główna ulica - to tragedia. W godzinach szczytu NML jest zakorkowane. Ja też nie raz sam się o tym przekonałem. Tak więc temat numer jeden na spotkaniach to obwodnice. W NML pojawił się też temat ronda, a w Ostródzie wiaduktu.

Temat drugi, wspólny dla obu społeczności, to środki z funduszy unijnych. Z tym, że w szczegółach społeczności Ostródy i NML się różnią. W NML padały pytania o pozyskiwanie i wykorzystywanie przez samorząd pieniędzy unijnych, a w Ostródzie to mieszkańcy się dopytywali z jakich programów mogą korzystać, na przykład jako prywatni przedsiębiorcy.

Trzeci wspólny temat to wstąpienie Polski do strefy euro. Nastawienie jest raczej pozytywne. Więcej jest ciekawości i głosów za, niż obaw. Temat na pewno wzbudza ciekawość.

Cieszę się, że takie spotkania się odbyły. Mogłem opowiedzieć, nad czym pracował i pracuje rząd, jakie są plany na przyszłość. A przy okazji, dzięki obecności radnych z różnych szczebli, mieszkańcy mogli podyskutować o lokalnych sprawach.

5 gru 2008

Szlaki wodne

Coś drgnęło w kwestii rozwoju wodnych dróg śródlądowych w Polsce. Nareszcie drążenie problemu w Warszawie przynosi efekty.

Po pierwsze: w tej kadencji Senatu powstał parlamentarny Zespół do spraw Dróg Wodnych i Turystyki Wodnej. Przygotowujemy z koleżankami i kolegami program przywrócenia znaczenia śródlądowym drogom wodnym w Polsce. A wicemarszałek Senatu Marek Ziółkowski, jeden z inicjatorów powołania Zespołu Parlamentarnego, stwierdził, że ideą Zespołu jest "być rzecznikiem polskich rzek, a także nadrzeczy, terenów położonych wokół rzek i innych wodnych dróg śródlądowych”.

Po drugie: mieszkam w Miłomłynie – miejscowości, która leży nad Kanałem Ostródzko-Elbląskim. Wiem, wiem, zaraz znowu ktoś mi zarzuci, że nie ma Kanału Ostródzko-Elbląskiego – tylko Kanał Elbląski. A ja będę się trzymał starego zwyczaju. Kiedyś, co roku odbywały się zawody - wyścigi po Kanale drużyn z Ostródy i z Elbląga. Kolejność na mecie oznaczała kolejność miasta w nazwie Kanału. Zdaje się, że zatrzymaliśmy się ostatnio na zwycięstwie Ostródy, więc będę nadal sobie mówił: Kanał Ostródzko-Elbląski.

Ale wracając do tych dróg wodnych. Otóż, mieszkając nieopodal Kanału, dostrzegając możliwości, jakie on niesie, nie sposób nie próbować szukać sposobów na ożywienie i rozwój miasteczek i wsi i na walkę z bezrobociem właśnie poprzez rozwój turystyki wodnej. Kanał Ostródzko-Elbląski jest akurat ewenementem w skali światowej – śluzy i pochylnie to cudeńka architektury, więc troszkę łatwiej go reklamować. Mając taki potencjał, ściągający tysiące turystów rocznie, nie wolno nam szans nie wykorzystywać. Nasz Kanał jest kołem zamachowym dla rozwoju turystyki wodnej. Jestem przewodniczącym Zgromadzenia Związku Gmin Kanału Ostródzko-Elbląskiego i Pojezierza Iławskiego. Naszym sukcesem jest pozyskanie środków z Europejskiego Funduszu Rozwoju Regionalnego na projekt pod nazwą „Rewitalizacja Kanału Elbląskiego na odcinkach: Jezioro Drużno - Miłomłyn, Miłomłyn - Zalewo, Miłomłyn - Ostróda - Stare Jabłonki”.

Trochę ponad dwa miesiące temu zorganizowałem studialny wyjazd senatorów – członków Komisji Rolnictwa i Ochrony Środowiska na Warmię i Mazury. Zajęliśmy się wtedy problematyką rybactwa śródlądowego i właśnie stanem i możliwościami rozwoju dróg wodnych. Senatorowie dostrzegli możliwości drzemiące w naturalnych przecież drogach komunikacji – drogach wodnych. Ich nie musimy budować, jak kolei czy autostrad.

Czy wiecie, że Polska zajmuje w Europie piąte miejsce pod względem długości dróg wodnych – mamy ich ponad 4 000 km. Niestety większość z nich jest w tej chwili nieżeglowna. Co gorsza – na wielu odcinkach głębokość nie jest nawet wystarczająca dla kajaków! Myślę, że w niedługim czasie to się zmieni.

Po trzecie: Ktoś obliczył, że każde 100 km sprawnie działającego wodnego szlaku wodnego w Europie to zatrudnienie i dochody dla 500 osób w promieniu 50 km od szlaku. Mariny, stacje paliw, punkty poboru wody i oddawania ścieków, sklepy, wypożyczalnie sprzętu wodnego, pensjonaty itd. Dorośliśmy wreszcie do zdania, że żegluga i drogi śródlądowe nie powinny być tylko źródłem kosztów, ale przede wszystkim źródłem dochodów – dla osób prywatnych, nie państwa.

Dalej – poprawa żeglowności i rozwój infrastruktury to też szansa dla naszego przemysłu jachtowego.

Rozwój szlaków wodnych i żeglugi śródlądowej to szansa na pracę i rozwój dla tysięcy mieszkańców miast leżących nad wodą, ale też to wielka szansa dla mieszkańców wsi na zarobek niezwiązany z rolnictwem. Tym bardziej, że obserwuje się coraz większy ruch turystów, mówię o globalnym ruchu. Coraz łatwiej jest się przemieszczać, ludzie są coraz bardziej mobilni, nie krępują już nas tak granice. Turyści są coraz bardziej ciekawi, szukają nowych form aktywności. Holendrzy, Anglicy, Włosi, Niemcy chętnie odpoczywają właśnie podróżując szlakami wodnymi. A i wśród nas np. spływy kajakowe cieszą się coraz większą popularnością.

Pomnóżmy 4000 km polskich szlaków wodnych razy dwa (po obu brzegach), dostaniemy 8 tysięcy km terenów do zagospodarowania. Turystyka wodna może być u nas potężnym przemysłem. Abstrahując już od działań podejmowanych na najwyższym szczeblu, o możliwościach rozwoju poprzez komunikację wodną zdaje sobie też sprawę coraz więcej osób, które chciałyby tworzyć infrastrukturę nadwodną. To cieszy.

20 lis 2008

O systemie emerytalnym

Emeryci narzekają, że mają niskie emerytury, każdy w Polsce im współczuje, dlatego nie rozumiem tego pędu, żeby emerytury wcześniejsze obowiązywały tylu ludzi. Jak co do czego przychodzi, to nikt na emeryturę nie chce iść (wiem, są wyjątki), bo "jeszcze sobie dorobię troszkę".
Nowe przepisy są konsekwencją reformy emerytalnej przyjętej w 1998 roku. Początkowo zakładano, że nowy system wejdzie w życie od 1 stycznia 2007 roku, ale w 2005 roku Parlament przedłużył czas obowiązywania starych przepisów do końca tego roku. Od stycznia 2009 wypłacane będą pierwsze emerytury z nowego systemu. Gdyby utrzymać wcześniejsze emerytury i liczyć je według nowego systemu, ubezpieczeni bardzo straciliby na wysokości świadczeń. Mało kto, przez krótki okres czasu może wypracować sobie wysoką emeryturę. Im wcześniej przechodzisz na emeryturę, tym niższe masz świadczenie – taka jest zasada.
Pamiętajmy, że wcześniejsze emerytury muszą być finansowane z podatków innych pracujących. Ogólny trend jest taki, że nasze społeczeństwo starzeje się. Procesy demograficzne, niski przyrost naturalny powodują, że pogarsza się relacja liczby osób płacących składki do liczby osób pobierających emerytury i renty. Za 20 lat podwoi się liczba emerytów przypadających na 100 pracujących. Dzisiaj jest tak, że na jednego emeryta przypada 4 pracujących, za 20 lat będzie już jeden emeryt na 2 pracujących. Polska jest jednym z najbiedniejszych krajów Unii Europejskiej. Nie mamy "bogactwa narodowego" tak, jak choćby Norwegia - ropę, Rosja - gaz ziemny, RPA - złoto i diamenty. Wzrost gospodarczy możemy budować tylko pracą.
Polski nie stać na to, żeby "młodzi emeryci" zabierali z rynku pracy swój potencjał: wiedzę, kwalifikacje, doświadczenie, kompetencje.
Polska jest na ostatnim miejscu w Europie, jeśli chodzi o zatrudnienie osób powyżej 55 roku życia. Obecnie w wieku 55-64 lat w Polsce pracuje tylko 28% osób. W Czechach 45%, w Niemczech 50%, w Finlandii 54%!!! Nasze 28% wygląda w tym zestawieniu dramatycznie!
Wiem, Polacy nie chcą pracować, bo zarabiają za mało. Ale jak będziemy młodych ludzi wysyłać na emeryturę, a reszta ze swojej pracy będzie musiała ich utrzymywać, to sytuacja się nie poprawi.
W tym tygodniu w Senacie trwa debata nad „emeryturami pomostowymi". Pracuję na rzecz interesu społecznego i gospodarczego Polski. Wydaje mi się, że jestem też człowiekiem odpowiedzialnym. Dlatego stanowczo opowiadam się za skróceniem listy uprawnionych do emerytur pomostowych.
Emerytury pomostowe otrzymają Ci, którzy faktycznie pracują w najtrudniejszych warunkach, ci, którzy wykonują prace związane z bezpieczeństwem innych i wymagana jest od nich najwyższa sprawność psychofizyczna. Emerytury pomostowe będą dodatkowym świadczeniem, poza systemem emerytalnym, które osoba uprawniona będzie otrzymywać pomiędzy zakończeniem swojej kariery zawodowej a osiągnięciem wieku emerytalnego. Wynosić ona będzie 100% potencjalnej emerytury obliczanej dla osoby w wieku 60 lat i będzie waloryzowana według tych samych zasad, co emerytury i renty z Funduszu Ubezpieczeń Społecznych.
To niesprawiedliwe, aby jedne grupy zawodowe były zmuszone dotować inne nie z powodów obiektywnych, takich jak zagrożenie zdrowotne, ale z powodu ich siły politycznej. Związki zawodowe doskonale o tym wiedzą i zdają sobie z tego sprawę. A przesuwanie w czasie wejścia w życie nowych zapisów niczego nie poprawi.
Chciałbym jeszcze napisać kilka zdań o nauczycielach. Nauczyciele nie będą objęci systemem emerytur pomostowych. Bo nauczycieli trzeba dobrze za ich ciężką pracę wynagradzać, a nie tworzyć fikcję utraty przez nich zdrowia lub zdolności do wykonywania zawodu. Poza tym należy zdać sobie sprawę, że zawód nie jest w dzisiejszym świecie czymś, co mamy na całe życie. Zawody się zmienia i ten, z którym weszliśmy na rynek pracy coraz częściej nie będzie tym, który wykonywać będziemy pod koniec kariery zawodowej. To naturalne. Stąd między innymi proponowany przez rząd Program „50+”, pomagający przekwalifikować się i zdobywać nowe umiejętności.
Na wypalenie zawodowe nauczycieli mają wpływ niskie zarobki i zła organizacja pracy w szkołach, nie są oni wypaleni samą pracą z młodzieżą. Prawo do wcześniejszego przechodzenia na emeryturę nie zmieni tej sytuacji. System emerytalny nie może być rekompensatą za niskie płace. Nauczyciele powinni dostać dobre przygotowanie do zawodu i podwyżki, a nie prawo do wcześniejszego zakończenia kariery zawodowej.

19 lis 2008

Święto Niepodległości

Zostałem wywołany do tablicy, żeby napisać o Narodowym Święcie Niepodległości i, chyba, o moim do niego stosunku.
W szerokim gronie mieszkańców miasta i oklic, przedstawicieli samorządów i świata polityki, a przede wszystkim w gronie komnbatantów, spotykamy się w Ostródzie (tak jak w całej Polsce) na uroczystych apelach, związanych ze świętami państwowymi: 3-go maja - przy pomniku Tadeusza Kościuszki, 8-go maja, 15-go sierpnia, 1-go września i 11-go listopada przy pomniku Pamięci Obrońców Suwerenności i Niepodległości Rzeczypospolitej Polskiej.
Każdy z tych dni ma swój klimat, każda z tych dat historycznych ma swój wydźwięk, każda jest kamieniem milowym w historii Polski.
Chyba wszyscy się zgodzą, że najbardziej smutny jest 1-szy września. Nie mamy czego wtedy świętować. Ale oddajemy hołd tym, którzy podczas II wojny światowej o Polskę walczyli.
Ze wszystkich tych świąt, dla mnie osobiście, najbardziej przemawiającym do wyobraźni jest właśnie Święto Niepodległości. Jest to historia tak niedawna, a zarazem tak niezwykle ważna dla Polaków. Aż czasem trudno zdać sobie sprawę, jak niezmiernie ważne wydarzenia w Europie gloryfikujemy obchodami 11-go listopada.
Co by było, gdyby nie było Józefa Piłsudskiego, Romana Dmowskiego, Ignacego Paderewskiego? Jak potoczyłaby się historia? Każdy z nich działał "swoimi metodami", ale w jednym kierunku: Niepodległej Polski.
Tak sobie czasem myślę: już trzecie pokolenie Polaków dorasta w warunkach pokoju. Aż trudno uwierzyć, że na naszych ziemiach są to praktycznie JEDYNE trzy pokolenia, które nie otarły się o wojnę.
Któregoś roku, podczas obchodów Święta Niepodległości powiedziałem - i tego nadal będę się trzymał:
Gdy zatracimy pamięć o naszym dziedzictwie, to symboliczne kamienie do nas przemówią. Przemówią słowami wyrytymi na kamiennym bloku w obozie koncentracyjnym: Los nasz dla was PRZESTROGĄ MA BYĆ, NIE LEGENDĄ.
A zatem:
Cześć pamięci tych, którzy polegli.
Oddaję hołd tym, którzy o wolną Polskę walczyli.

4 lis 2008

Olsztyńskie referendum

No i zaczęło się - olsztyńska Platforma Obywatelska rozpoczęła kampanię referendalną. Dla niezorientowanych - takich np. z Łodzi lub Bydgoszczy - referendum dotyczyć będzie odwołania ze stanowiska obecnego prezydenta miasta.
No to apeluję - mieszkańcy Olsztyna! Idźcie na referendum 16 listopada!
Prawodawca daje możliwość wypowiedzenia się społeczności lokalnej w ważnych dla niej sprawach właśnie w drodze referendum. A kwestia tego, czy 180-tysięczne miasto ma funkcjonować bez "urzędującego prezydenta" przez jeszcze dwa lata, jest lokalnie kwestią ważną. Uważam, że trzeba się zmobilizować, wziąć sprawy w swoje ręce i po dwóch latach od wyborów samorządowych znów zadecydować, kto ma być prezydentem Olsztyna. To znaczy, w tym przypadku, kto ma nim nie być.