Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ekologia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ekologia. Pokaż wszystkie posty

25 cze 2012

Bioróżnorodność - część 2

Dzisiaj trwa debata na temat znaczenia wymierania gatunków związanego z działalnością człowieka, w szczególności dokonywanym przez nas przekształcaniem i fragmentacją siedlisk, a także z eksploatacją gatunków i wprowadzaniem do lokalnego środowiska organizmów obcych.

Tutaj podam dwie informacje z prac parlamentu:

Od 5 kwietnia 2012 roku w Polsce obowiązuje prawo wymagające specjalnego pozwolenia na sprowadzanie, hodowlę i sprzedaż niektórych gatunków roślin i zwierząt określanych jako gatunki inwazyjne.

Do tej pory w środowisku naturalnym w Europie stwierdzono występowanie ponad 11 tyś. gatunków obcych, z których 15% stało się gatunkami inwazyjnymi.

Napływ gatunków obcych zaraz za utratą siedlisk przyrodniczych uznaje się za drugie najpoważniejsze zagrożenie dla bioróżnorodności. Dlatego – jako akt wykonawczy do ustawy o ochronie przyrody - powstało Rozporządzenie Ministra Środowiska w sprawie listy roślin i zwierząt gatunków obcych, które w przypadku uwolnienia do środowiska przyrodniczego mogą zagrozić gatunkom rodzimym lub środowiskom przyrodniczym.

Lista obejmuje 52 pozycje roślin, owadów, ryb, płazów, gadów, pancerzowców, małży, ptaków i ssaków.
Gatunki inwazyjne nierzadko wymykają się spod kontroli. Zaczynają zagrażać miejscowej faunie i florze stanowiąc dla niej konkurencję pokarmową i siedliskową często tak poważną, że gatunki rodzime schodzą na margines.

Druga informacja jest taka, że w dniu 10 kwietnia w Senacie – na mój wniosek - odbyło się posiedzenie Komisji Środowiska, które poświęcone było zagadnieniu fragmentacji środowiska wynikającej z budowy dróg czy w ogóle inwestycji liniowych, oraz wpływowi tej fragmentacji na populacje zwierząt dziko żyjących.

Tam także zwrócono uwagę na to, że poprzecinanie siedlisk barierami, które dla zwierząt są nieprzekraczalne, powoduje zubożenie puli genowej lokalnych populacji.

Nie bez przyczyny zatem, i nie tylko z mody bierze się idea zrównoważonego rozwoju, który zapewnić ma trwałość bioróżnorodności biologicznej. Najtęższe umysły wzywają dziś do ochrony bioróżnorodności, do ochrony naszych naturalnych zasobów i do ochrony życia w stanie dzikim. I to nie tylko dla jego bogactwa i piękności, ale również dlatego, że cała harmonia i delikatna równowaga, jaka panuje w świecie przyrody, a więc i przetrwanie naszej ludzkiej wspólnoty, od tej ochrony i zrównoważonego rozwoju zależy.
 
My także mamy swój kawałek pracy do wykonania. Wszędzie lokalnie mamy swoją rodzimą przyrodę, którą powinniśmy chronić – nie konserwować, ale mądrze i w zrównoważony sposób nią gospodarować.
Co się stanie jeśli postęp nauki i techniki nie będzie się liczył z prawami przyrody? W miarę jak rośnie inwazja trujących gazów i pyłów, musi wzrastać zapotrzebowanie na jedyne antidotum – na tlen, na czyste powietrze, na wodę, na las.

Mazury są niezwykle bogate pod względem występowania zwierząt i roślin. Występują tu: jelenie, łosie, sarny, dziki, zające, lisy, rysie, bobry, bieliki, czaple, łabędzie, bociany, żurawie.
Z mniejszych ptaków spotkać także możemy: sikory, wróble, zięby, kukułkę, drozda, świergotka polnego, muchołówkę, dzięcioła, zimorodka i lelka.
Świat roślin wzbogacają: sosna, świerk, brzozy, osiki, klony, olchy, dęby, jałowiec, leszczyna, jarzębina, czeremcha, kruszyna, trzmielina, jeżyna, lilia złotogłów, wielosił błękitny, rosiczka okrągłolistna, wawrzynek wilczełyko, miodunka, żubrówka, obuwik i storczyki.
Krzewinki takie jak bagno zwyczajne, borówka bagienna, żurawina i mchy torfowce.
Żyją tu także ważki, biegacze, trzmiele, tęczniki oraz wiele wiele innych.
Wymieniłem pewnie kilka procent reprezentantów świata ożywionego.

Skąd sukces krainy Wielkich Jezior Mazurskich w światowym konkursie na 7 Cudów Natury? Ano stąd właśnie – z tej bioróżnorodności.

Kraina Wielkich Jezior Mazurskich zaliczona została do grupy 28 najpiękniejszych regionów świata. A pochodzące z kampanii hasło „Mazury Cud Natury” pozostało w świadomości Polaków na zawsze. Jest to taki nierozerwalny zlepek słów, które same się nasuwają: Mazury? Cud Natury

Jakże nam, którzy to mamy na co dzień, czasem trudno dostrzec te bogactwo! A powinniśmy; powinniśmy je widzieć, doceniać i chronić. Dla dobra naszego zdrowia, nie tylko fizycznego, ale i psychicznego!

Różnorodność biologiczna to globalne mienie o nieoszacowanej wartości, tak dla współczesnych, jak i przyszłych pokoleń. Przyszłość ludzkości związana jest z mądrym, zrównoważonym gospodarowaniem na naszej planecie. A to osiągnąć możemy poprzez naszą inteligencję, poprzez nasze wykształcenie, poprzez naszą wiedzę i wrażliwość.

Dzięki nauce możemy nie tylko chronić istniejące gatunki. Wspomnieć tu można chociażby o skarbcach nasion. Naukowcy potrafią już z zamarzniętych, odnalezionych owoców  wyhodować rośliny, które rosły na Ziemi 30 tys. lat temu. Czy traktować je dzisiaj jako inwazyjne? Ostatnie doniesienia dotyczyły kwiatka, który rósł na Syberii, a którego nasiona znaleziono w zmarzlinie w zachowanych od 30 tysięcy lat norkach tamtejszych wiewiórek.

Ciekawe co będzie dalej…

1 cze 2012

Bioróżnorodność - część 1


Słów kilka o bioróżnorodności, z punktu widzenia parlamentarzysty, obywatela, przyrodnika, mieszkańca Mazur.

Pojęcie „bioróżnorodność” dociera do nas z różnych stron, pojawia się w opracowaniach naukowych, słyszymy o niej w wiadomościach, toczą się dyskusje w mediach. Mówi się, że bioróżnorodność powinniśmy chronić.

Skąd to się wzięło? I kiedy zaczęło? Czy jest to moda? Czy jest to konieczność?

Z ciekawości zaglądam do starych encyklopedii. Nie wszystkich oczywiście, ale takich, które akurat mam pod ręką.

Mała Encyklopedia Powszechna z 1969 roku – definicji bioróżnorodności brak.
Dalej:
Encyklopedia Popularna PWN, wydanie 16, z 1985 roku – pojęcia bioróżnorodności nie ma.
Encyklopedia Popularna PWN, wydanie 29, z 1999 roku – jest już bioróżnorodność, zdefiniowana jako pojęcie z dziedziny ekologii tożsame z pojęciem różnorodność biologiczna, do którego jest odsyłacz.

Różnorodność biologiczna jest to zmienność genetyczna czyli bogactwo puli genowej każdej populacji, skład gatunkowy i zróżnicowanie systemów ekologicznych występujących na danym obszarze i na całej Ziemi.

W końcu zaglądam tu, gdzie teraz jestem, do Internetu.

Najpopularniejsza obecnie encyklopedia Internetowa „Wikipedia” podaje:
Termin „różnorodność biologiczna” i jej skrócona forma „bioróżnorodność” stworzony został przez Thomasa Lovejoya w 1980 roku, a w powszechnym użyciu znalazł się od około połowy lat 80.

Nie dziwię się więc, że w naszej encyklopedii z 1985 roku nie było o niej mowy. W ówczesnych czasach zapewne traktowane to było jako kolejny pomysł zgniłego świata zachodniego.

Ale cofnijmy się jeszcze bardziej w czasie.
250 lat temu Linneusz sklasyfikował znane w jego czasach zwierzęta. Opisał ponad 4400 gatunków. Od tamtego czasu biologowie poznali ich 200 razy więcej i to nie koniec.

Dzisiaj znamy miliony gatunków świata ożywionego i praca daleka jest od zakończenia, gdyż każdego roku biologowie - tylko wśród owadów - odkrywają około 10 tyś. nowych gatunków.

Nie możemy zatem określić ściśle liczby gatunków istot żywych, które współcześnie zamieszkują wody i lasy.

A do różnorodności biologicznej zalicza się także odmiany i rasy gatunków wytworzonych przez człowieka w ramach hodowli. Rolnicy, botanicy, zoologowie mówią o nowych hodowlach, o owocach większych i bardziej smacznych, o kwiatach bardziej pachnących, o nowych udoskonalonych rasach zwierząt domowych.

Z drugiej strony lista zwierząt, które człowiek wytępił całkowicie jest długa i zasmucająca. W ciągu swojej krótkiej przecież historii człowiek zmienił oblicze świata. Zmienił puszcze w pola uprawne, pustynie zamienia w stepy, bagna zamienia w sady.

W ciągu ostatnich czterech stuleci nasza znajomość przyrody, a więc i nasza władza nad nią wykazały olbrzymi postęp. Niestety obok akcji budowania, upiększania i ulepszania człowiek prowadzi akcję wyniszczania, szpecenia i pustoszenia.

Rosnąca troska związana ze stratą różnorodności biologicznej zainspirowała proces negocjacji, które doprowadzić miały do powstania legalnego instrumentu, który mógłby powstrzymać i odwrócić ten niepokojący proces zubażania środowiska naturalnego.

W dniu 22 maja 1992 roku, w Nairobi narody świata przyjęły projekt Konwencji o Bioróżnorodności, tzw. "Nairobi Act", który został następnie zaprezentowany na „Szczycie Ziemi” w Rio de Janeiro w czerwcu 1992 roku. Ostateczny tekst Konwencji został podpisany 5 czerwca 1992 roku przez ponad 150 państw.

Obecnie Konwencja jest podpisana przez 189 państw i ratyfikowana przez większość z nich. Polska podpisała Konwencję 5 czerwca 92 roku, a ratyfikowała ją 18 stycznia 96-go.

Zgodnie z tą Konwencją  różnorodność biologiczna to zróżnicowanie wszystkich żywych organizmów występujących na Ziemi w ekosystemach lądowych, morskich i słodkowodnych oraz w zespołach ekologicznych, których są częścią. Dotyczy ona różnorodności w obrębie gatunku, pomiędzy gatunkami oraz różnorodności ekosystemów.

Cdn.

25 sty 2011

Cel uświęca środki?

W Sejmie RP oraz w regionie warmińsko-mazurskim rozgorzała dyskusja o procedurze tworzenia parków narodowych, a w regionie szczególnie o utworzeniu Mazurskiego Parku Narodowego.
Pomysł jest jak najbardziej słuszny, przyrodę i dziedzictwo tak kulturowe, jak i przyrodnicze trzeba chronić.

Ponieważ w Polsce od wielu lat nie powstał nowy park narodowy, organizacje ekologiczne uznały, że wrogiem numer jeden są radni, którzy dla swoich partykularnych interesów, parku w swoich gminach nie chcą.

Tutaj od razu zapytam retorycznie: jakie i czyje partykularne interesy radni – wg niektórych zainteresowanych – reprezentują? Zdaje mi się i to chyba dobrze mi się zdaje, że radni zostali wybrani w demokratycznych wyborach i prezentują interesy mieszkańców gminy, czyli interesy społeczności lokalnej. Ludzi, żywych, borykających się z życiem codziennym. Zdaje mi się, że niektórzy pamiętać o tym nie chcą.

Ale, aby właśnie te interesy lokalne obejść, organizacje ekologiczne postanowiły złożyć projekt nowelizacji ustawy o ochronie przyrody. Przypomnę, że obecnie, aby na jakimś terenie mógł powstać park narodowy pozytywną decyzję musi podjąć rada gminy. Organizacje ekologiczne chciałyby jednak, aby radni tylko opiniowali projekt rozporządzenia dotyczącego utworzenia parku, a decyzja należała tylko do władz centralnych.

Ja jednak sądzę, że o parku narodowym nie powinni decydować parlamentarzyści czy rząd. Jak mamy budować społeczeństwo obywatelskie oddając decyzyjność centrali – rządowi i ministrom? Czy nie ma i mieć nie powinno znaczenia zdanie ludzi na danym terenie mieszkających, żyjących tam na co dzień? (zachęcam do zerknięcia na moje posty z października 2010 i listopada 2009).

Przecież zawsze będzie opór społeczności lokalnej przeciwko decyzjom narzuconym z góry. Podkreśla się w całym demokratycznym świecie, że inicjatywa oddolna jest najcenniejsza, że największe szanse powodzenia mają pomysły, które powstają na dole, które mają poparcie społeczności lokalnej. A tutaj takie, że tak powiem, kwiatki powstają!!!

W społeczeństwie obywatelskim w tak trudnych przypadkach przeprowadza się referendum. Jeśli ktoś uważa, że radni podejmują złe decyzje, to niech się odwoła do opinii całej społeczności lokalnej, poprzez właśnie referendum, a nie uciekanie do rządu i ministra.

Jeśli ekologowie uważają, że decyzje powinny zapadać na górze, to tak jakby mówili: „tam na dole, na mazurskich wsiach mieszka ciemny naród, za który trzeba podejmować decyzje”. Grzmią, że naród ten nie rozumie, że park narodowy to nie zahamowanie rozwoju, a wręcz odwrotnie, szansa na rozwój turystyki, na rozwój w zgodzie z przyrodą.

Łatwiej było zebrać tysiące podpisów, niż zorganizować kilkanaście spotkań z radnymi i mieszkańcami miejscowości, gdzie park miałby powstać? Może trzeba najpierw do tych „ciemnych ludzi” dotrzeć i im wytłumaczyć, jakie są argumenty za i przeciw tworzeniu parku narodowego, a nie pozbawiać społeczność lokalną prawa decydowania o własnym podwórku.

A jeśli na takich spotkaniach miejscowa ludność nie da się przekonać, to znaczy że argumenty są za słabe. Czy wtedy należy wychodzić z założenia, że tylko moja racja jest słuszna i uciekać się do zmiany prawa, aby racje innych nie były brane pod uwagę?

To tak jakby do naszego domu przyszedł urzędnik i powiedział: tę kanapę przestawimy tutaj, telewizor tam, a lodówkę w ogóle zabieramy i nie ma Pan nic do gadania.

Podobało by się to Państwu?

Idea tworzenia parków narodowych nie jest zła, ale – na boga – nie tą drogą!

Wiem, zaraz odezwą się głosy, że pod projektem nowelizacji zebrano ponad dwieście tysięcy podpisów, że projekt jest obywatelski. A ja się cicho pytam, czy osobom, które ten projekt podpisywały, wytłumaczono jakie konsekwencje zmiana prawa będzie miała, jaki wpływ na życie lokalnych społeczności?
Obawiam się, że zbieranie podpisów opierało się na haśle: czy jesteście państwo za tym, aby powstał nowy park narodowy? TAAAAK!
Na koniec przykład z życia: jakiś czas temu zbierane były podpisy pod petycją o powiększenie Białowieskiego Parku Narodowego. Do młodego człowieka zbierającego podpisy, a szło mu to całkiem sprawnie, podeszła moja znajoma i zapytała: - o jaką powierzchnię ma być park powiększony?
- nie wiem
- w którą stronę ma być powiększony, na południe, zachód?
- nie wiem
- jakie miejscowości nowe granice mają objąć, jakie tereny?
- nie wiem, ale jest pani za powiększeniem czy nie?
- czy pan wie, pod czym pan zbiera podpisy? Co pan tu w ogóle robi?
Oczywiście nie podpisała petycji. Ale czy to znaczy, że jest przeciwko? Nie, nie jest, tylko chce dokładnie wiedzieć, jakie są konsekwencje jej podpisu.

Oddaję pod rozwagę. Czy cel – park narodowy, uświęca środki – zabijanie ducha samorządności?