26 kwi 2013

Debata: Organizacja polskiego łowiectwa... cz. 2

Krzysztof Morow: Przemiany prawa łowieckiego po II wojnie

Do momentu uchwalenia Dekretu o prawie łowieckim, czyli do 29 października 1952 roku w zakresie łowiectwa obowiązywały Rozporządzenia Prezydenta RP z grudnia 1927 r. o prawie łowieckim i z października 1932 r. Prawo o stowarzyszeniach.

Duża samodzielność kół łowieckich, które funkcjonowały jako stowarzyszenia rejestrowe i zgodnie z obowiązującymi przepisami nie musiały być podporządkowane PZŁ, czy też pewna niezależność powiatowych i wojewódzkich rad łowieckich działających na podstawie własnych uchwał i uchwał lokalnych walnych zgromadzeń a także duże uprawnienia Walnego Zgromadzenia Delegatów były nie w smak nie tylko działaczom związkowym wyższego szczebla, ale i władzom państwowym, szczególnie władzom bezpieczeństwa publicznego. Powyższe problemy rozwiązał dekret o prawie łowieckim.

Dekret powołał zrzeszenie Polski Związek Łowiecki, do którego należała troska o rozwój łowiectwa i współdziałanie z organami państwa w zakresie wykonywania ustawodawstwa łowieckiego, a w szczególności wykonywanie czynności w zakresie łowiectwa zleconych przez organa państwa, ponieważ gospodarowanie zwierzyną, która była dobrem społecznym, należało do państwa.

Utworzenie PZŁ jako zrzeszenia oznaczało likwidację stowarzyszenia o tej samej nazwie. Czy w takim przypadku można mówić o ciągłości istnienia od 1923 r. zrzeszenia PZŁ? Zrzeszenia, które zostało stworzone w najgorszych czasach stalinowskich i którego czołowi działacze postulowali, aby PZŁ był organizacją przymusową wszystkich bez wyjątku myśliwych, a chcąc kierować bezpośrednio gospodarką łowiecką uzależnili od siebie całkowicie kółka myśliwskie, wcielając je do zrzeszenia jako najniższe jego ogniwa.

Jak można mówić o ciągłości tradycji z przedwojennym stowarzyszeniem umieszczając w statucie jako jeden z ważniejszych elementów działania, „współdziałanie z organizacjami politycznymi (czytaj PZPR) ... w zakresie działalności Zrzeszenia”. Nasuwa się pytanie, czy zrzeszenie likwidujące stowarzyszenie nie zlikwidowało jego zasad działania, idei, tradycji i osiągnięć. Sięgając do ówczesnej prasy łowieckiej, zobaczymy oczernianie tych przedwojennych ideałów, tradycji stowarzyszenia, jego działaczy czy też myśliwych przez przyszłych działaczy zrzeszenia. I jak tu można mówić o ciągłości istnienia PZŁ. Ale stara zasada propagandowa mówi: „Nieprawda powtarzana tysiąc razy staje się prawdą”.

Ustawa z dnia 17 czerwca 1959 r. o hodowli, ochronie zwierząt łownych i prawie łowieckim wprowadziła szereg istotnych zmian w funkcjonowaniu naszego łowiectwa. Zwierzyna w stanie wolnym stanowiła własność Państwa. Wiele unormowań prawnych dotychczas regulowanych rozporządzeniami weszło do ustawy. Naczelnym organem administracji państwowej w zakresie łowiectwa był Minister Leśnictwa i Przemysłu Drzewnego, przy którym działała, na wzór Państwowej Rady Ochrony Przyrody, jako organ doradczy i opiniodawczy Państwowa Rada Łowiecka. W 30-to osobowym składzie znajdowało się tylko 3 przedstawicieli  PZŁ.

Ustawa zobowiązała przedsiębiorstwa lasów państwowych do prowadzenia gospodarki łowieckiej na terenach leśnych, również w lasach wchodzących w skład obwodów dzierżawionych. W takich przypadkach prowadzenie gospodarki odbywało się przy współudziale dzierżawcy, do którego obowiązków należało m. in.:
- branie udziału w inwentaryzacji zwierzyny,
- współpraca przy tworzeniu planów hodowlano-łowieckich,
- przeprowadzenie raz na kwartał wspólnie z administracją LP lustracji wykonanych prac z zakresu zagospodarowania łowiska.

Zrzeszenie, podobnie jak w dekrecie, nadal wykonywało w zakresie łowiectwa czynności zlecone przez Ministerstwo Leśnictwa. Oprócz tego prowadziło nadzór nad działalnością kół łowieckich, a także ustalało sposoby polowania i zasady etyki myśliwskiej.

Na mocy nowego statutu nadzór nad działalnością zrzeszenia już samodzielnie sprawował Minister Leśnictwa i PD, bez porozumiewania się z Ministrami Bezpieczeństwa Publicznego oraz Obrony Narodowej, jak stanowił dekret oraz poprzedni statut. Wydaje się, że spowodowane to było obecnością we władzach i organach Związku, szczególnie centralnych i wojewódzkich, licznych przedstawicieli tych ministerstw i ustawodawca doszedł do wniosku, że nie zachodzi już potrzeba współdziałania Ministra Leśnictwa z ww. resortami w sprawowaniu nadzoru nad zrzeszeniem, ponieważ przez swoich przedstawicieli miały one zasadniczy wpływ na jego funkcjonowanie.

Wprowadzona nowela ustawy łowieckiej w czerwcu 1974 r. była największym do tamtego momentu sukcesem działaczy związkowych, popularnie zwanych „Nowym Światem”. Zgodnie z obietnicą złożoną NRŁ przez ówczesnego premiera, wyrugowano Lasy Państwowe z prowadzenia gospodarki łowieckiej na terenach leśnych w dzierżawionych obwodach, zlikwidowana została Państwowa Rada Łowiecka, zlikwidowano powiatowe rady łowieckie, zastępując je „wojewódzkimi zarządami”, dzierżawa obwodów łowieckich następowała na wniosek PZŁ, ale Lasy Państwowe nadal szacowały i wypłacały odszkodowania łowieckie. Zmiany te zostały wprowadzone nie ze względu na osiągnięcia PZŁ, jak głosiła wówczas nasza związkowa propaganda.  Największą tutaj rolę odegrał ówczesny prezes NRŁ. Jego bardzo dobre układy towarzysko-partyjno-służbowe z decydentami pomogły w „załatwieniu” problemów, od lat spędzających sen z powiek działaczom Związku.

Do ważniejszych osiągnięć władz naszego zrzeszenia na początku lat 80. ubiegłego wieku było przystąpienie PZŁ do Patriotycznego Ruchu Odrodzenia Narodowego (PRON).

Po transformacji ustrojowej w 1989 r. kilka lat trwały spory co do kształtu polskiego łowiectwa. Wreszcie 13 października 1995 r. Sejm uchwalił ustawę Prawo łowieckie. Przez wielu prawników oraz znawców zagadnień gospodarki łowieckiej, a także duże grono myśliwych uznawana jest za najgorszą z dotychczas funkcjonujących w naszym kraju ustaw dotyczących łowiectwa. Znajdowane były liczne luki prawne, wewnętrzne niespójności oraz nieprecyzyjność niektórych norm. Ustawa na pewno uchybiała standardom prawotwórstwa w państwie prawa. O niedoskonałości ustawy może również świadczyć fakt, że do tej pory została ona „znowelizowana” ponad 20 razy, w tym mniej niż połowa wprowadzonych noweli wynikała ze zmian innych ustaw.

Działacze związkowi doprowadzając do takiego brzmienia ustawy, zorientowali się, że ówczesny rząd, a w zasadzie ministerstwo, obecnie środowiska, było uległe w wielu kwestiach dotyczących zarządzania łowiectwem i nie przywiązywało już zbytniej wagi do nadzoru nad tą dziedziną gospodarki. Wprowadzone zostały zmiany zwiększające zakres uprawnień PZŁ w zarządzaniu ogromnym majątkiem, jaki stanowią zwierzęta łowne w stanie wolnym. Niektóre zmiany uchwalone w Sejmie głosami tzw. „partii myśliwych”, zostały zaproponowane przez działaczy Związku w celu wprowadzenia dla nich władzy absolutnej, osiągnięcia maksymalnego zakresu uprawnień zrzeszenia jako organu administracji państwowej i utrzymania uprzywilejowanej monopolistycznej pozycji, a więc stworzenia państwa w państwie.  Minister nie nadawał już statutu  – uchwalał go Krajowy Zjazd Delegatów.

Mimo że PZŁ jest zrzeszeniem, a nie stowarzyszeniem, ustawa stanowi, że przepisy ustawy Prawo o stowarzyszeniach regulujące zasady nadzoru nad stowarzyszeniami stosuje się odpowiednio do nadzoru nad działalnością PZŁ. Te dwie zmiany postawiły nasze zrzeszenie ponad prawem. Nadzór ministra stał się iluzoryczny. Nikt już nie ma kontroli nad Związkiem, co stoi w sprzeczności z zasadami demokratycznego państwa prawa.

Ostatnie zdobycze na polu zarządzania łowiectwem oraz osiągnięcie nieograniczonej władzy nad ponad 100 – tysięczną rzeszą myśliwych osiągnięte zostały przez „Nowy Świat” w 2004 r. Związek chciał nasze prawo łowieckie dostosować do norm obowiązujących w Unii Europejskiej. W ten sposób wprowadzono 29 zmian w ustawie, z których tylko jedna odnosiła się bezpośrednio do obywateli państw UE. Zmiany te, według mojej opinii, były największym sukcesem działaczy wysokiego szczebla w historii zrzeszenia Polski Związek Łowiecki, triumfem „polskiego modelu łowiectwa”.

25 kwi 2013

Debata: Organizacja polskiego łowiectwa... cz. 1

Od dzisiaj, przez kilka następnych dni, będę kontynuował wątek łowiecki.

Chciałbym podzielić się informacją o przebiegu debaty pod tytułem „Organizacja polskiego łowiectwa – historia i dzień dzisiejszy. Jaka przyszłość?”. Debata odbywała się w Belwederze w dniu 18 kwietnia. Organizatorem spotkania była Kancelaria Prezydenta RP, natomiast opiekę merytoryczną sprawował Klub św. Huberta.

O tym, że coś „przyrodniczego” dzieje się w Belwederze, przechodnie mogli się przekonać po wielości zielonych mundurów. Bynajmniej, nie były to mundury myśliwskie, ale… leśników. Nikt z osób reprezentujących PZŁ  nie włożył munduru.

Leśników na spotkaniu było za to wielu. Wcale mnie to nie dziwi, gdyż - abstrahując od obowiązków, które nakłada na administrację LP ustawa Prawo łowieckie - jak można było usłyszeć podczas debaty, leśnicy i LP robią dla wizerunku polskich myśliwych w społeczeństwie więcej niż struktury PZŁ. „Poziom audycji łowieckich w TV jest dramatyczny” – to jeden z głosów z sali  – „władze PZŁ w ogóle nie reagują na negatywne doniesienia medialne o myśliwych”. Rzeczywiście, jakby się zastanowić, to nigdy w telewizji nie widziałem przewodniczącego Zarządu Głównego PZŁ, który powinien myśliwych bronić jak lew.

No ale… PZŁ jest przecież równocześnie reprezentantem myśliwych i ich nadzorcą, trzymającym w dłoni narzędzia dyscyplinowania; i ta druga rola chyba lepiej mu odpowiada.

Trybunał Konstytucyjny wreszcie orzekł, że sądownictwo dyscyplinarne PZŁ (wg uprawnień nadanych ustawą z 1995 roku) nie przystaje do warunków państwa demokratycznego.

Tak jak napisałem wcześniej, kolejne moje wpisy poświęcę łowiectwu i właśnie tej debacie, która odbyła się w Belwederze. Zaprezentuję pełne wystąpienia sześciu prelegentów, którzy zabierali głos w pierwszej części spotkania.

Dzisiaj chciałbym za to krótko napisać o tym, co powiedział Pan Prezydent Bronisław Komorowski, który uczestniczył w całej debacie. Prezydent w swoim wystąpieniu zawarł trzy elementy: słabe strony łowiectwa; źródła dobrej energii; oraz rozwiązanie problemu.

Prezydent RP słabości polskiego łowiectwa upatruje w małym udziale procentowym myśliwych w społeczeństwie, co może wynikać z ograniczonego dostępu do myślistwa. Jako inne źródła słabości wymienił: nierespektowanie prawa własności; poczucie krzywdy wśród rolników, wynikające między innymi ze złego szacowania szkód oraz trzecia słabość: zły medialny wizerunek myśliwych. A w dużej mierze wizerunek ten zależy od liczby myśliwych.

Dlatego też zmiany, które nastąpią w polskim modelu łowiectwa, powinny prowadzić do otwarcia myślistwa; zlikwidowania barier, które powstrzymują ludzi od zajęcia się tą dziedziną, szczególnie - młodych ludzi. Niestety polskie łowiectwo się starzeje! – stwierdził Pan Prezydent. 

Dalej mówił:
Gdzie zatem są źródła dobrej energii? Polski Związek Łowiecki powstał – jak mówiono wcześniej podczas debaty -  aby zakończyć spory pomiędzy, istniejącymi przed drugą wojną światową, różnymi organizacjami łowieckimi. A może to nie było złe? To nie były spory, tylko konkurowanie, kto jest lepszy. Konkurencja zawsze poprawia jakość. Także konkurencja organizacji łowieckich.

Prezydent zachęcił do formułowania odważnych propozycji i czerpania z dobrych wzorów sąsiadów.
 
Cdn.

12 gru 2012

Konkurs plastyczny "Mazury Cud Natury"



Tym razem: fotorelacja.

Króciutko tylko napiszę, że po raz kolejny w Ostródzie, wśród wydarzeń kulturalnych, swoje miejsce znalazł konkurs plastyczno-fotograficzny dla artystów-amatorów. W tym roku konkurs odbywał się pod hasłem „Mazury Cud Natury”.

Po raz pierwszy impreza podsumowująca, połączona z otwarciem wystawy odbywała się w ostródzkim Amfiteatrze. Jest to wspaniałe miejsce na tego typu imprezy.

Dzięki zaangażowaniu Pani Elżbiety Skalnej – koordynatora konkursu, wspieranej przez Dyrektora Centrum Kultury w Ostródzie Juliana Pawłowskiego tegoroczna impreza pobiła rekordy. Swoje prace zgłosiło 21 artystów! Biorąc pod uwagę to, że każdy zaprezentował średnio 4 prace, proszę sobie wyobrazić, jakim wyzwaniem było wybranie laureata swojej nagrody (każdy ze sponsorów przyznaje oddzielne nagrody).

Nie mogąc się zdecydować postanowiłem uhonorować dwie osoby: nagrodę główną otrzymał Pan Arkadiusz Gniady za obraz zatytułowany „Chwila przed burzą”, natomiast za pracę zatytułowaną „Wiosennie” wyróżnienie przyznałem Pani Barbarze Falińskiej.

Poniżej prezentuję nagrodzone prace oraz – za przyzwoleniem autora - kilka zdjęć autorstwa niezastąpionego Romka Aramowicza.
 
"Chwila przed burzą"

"Wiosennie"








13 lis 2012

Konsulat Republiki Litewskiej w Olsztynie



W dniu 9 listopada 2012 roku w Dywitach koło Olsztyna została otwarta placówka dyplomatyczna Republiki Litewskiej. Nareszcie nasz region, który leży tak blisko Litwy, doczekał się Konsulatu tego państwa.

Ja przez kilka lat miałem zaszczyt pełnić funkcję wiceprzewodniczącego Zgromadzenia Parlamentarnego Sejmu i Senatu Rzeczypospolitej Polskiej oraz Sejmasu Republiki Litewskiej.

Historia pokazuje, że Polska i Litwa potrafią działać wspólnie. Obydwa kraje w ramach swej polityki zagranicznej niezwykle często przyjmują podobne stanowisko i wzajemnie się wspierają.

Nowo-otwarty konsulat ma nieść doraźną pomoc obywatelom Litwy przebywającym na terenie województwa warmińsko-mazurskiego, promować litewskie przedsięwzięcia gospodarcze i kulturalne oraz pomagać w rozwijaniu kontaktów między Litwą a Warmią i Mazurami. Zawsze wychodziłem z założenia, że sąsiedzi powinni ze sobą współpracować.

No, a już najbardziej tej ścisłej współpracy służy całkowite otwarcie granic. Dzisiaj, gdy wydaje się to takie naturalne, że możemy jechać na Litwę, a Litwini do nas bez żadnych perypetii wizowo-paszportowych, łatwo o tym fakcie zapominamy. Jeszcze kilka lat temu, byliśmy odcięci od siebie.

Dzięki przynależności do strefy Schengen znikła najtrudniejsza bariera we współpracy kulturalnej, naukowej i turystycznej. Znikła bariera dla zwykłych kontaktów między mieszkańcami Polski i Litwy.

Cieszę się bardzo, że w Olsztynie otworzyliśmy Konsulat Republiki Litewskiej. Mam nadzieję, że będzie on tętnił życiem. Znając Panią Konsul Urszulę Lech, nie muszę jej życzyć zapału do pracy, ponieważ wiem, że ten zapał ma.

25 cze 2012

Bioróżnorodność - część 2

Dzisiaj trwa debata na temat znaczenia wymierania gatunków związanego z działalnością człowieka, w szczególności dokonywanym przez nas przekształcaniem i fragmentacją siedlisk, a także z eksploatacją gatunków i wprowadzaniem do lokalnego środowiska organizmów obcych.

Tutaj podam dwie informacje z prac parlamentu:

Od 5 kwietnia 2012 roku w Polsce obowiązuje prawo wymagające specjalnego pozwolenia na sprowadzanie, hodowlę i sprzedaż niektórych gatunków roślin i zwierząt określanych jako gatunki inwazyjne.

Do tej pory w środowisku naturalnym w Europie stwierdzono występowanie ponad 11 tyś. gatunków obcych, z których 15% stało się gatunkami inwazyjnymi.

Napływ gatunków obcych zaraz za utratą siedlisk przyrodniczych uznaje się za drugie najpoważniejsze zagrożenie dla bioróżnorodności. Dlatego – jako akt wykonawczy do ustawy o ochronie przyrody - powstało Rozporządzenie Ministra Środowiska w sprawie listy roślin i zwierząt gatunków obcych, które w przypadku uwolnienia do środowiska przyrodniczego mogą zagrozić gatunkom rodzimym lub środowiskom przyrodniczym.

Lista obejmuje 52 pozycje roślin, owadów, ryb, płazów, gadów, pancerzowców, małży, ptaków i ssaków.
Gatunki inwazyjne nierzadko wymykają się spod kontroli. Zaczynają zagrażać miejscowej faunie i florze stanowiąc dla niej konkurencję pokarmową i siedliskową często tak poważną, że gatunki rodzime schodzą na margines.

Druga informacja jest taka, że w dniu 10 kwietnia w Senacie – na mój wniosek - odbyło się posiedzenie Komisji Środowiska, które poświęcone było zagadnieniu fragmentacji środowiska wynikającej z budowy dróg czy w ogóle inwestycji liniowych, oraz wpływowi tej fragmentacji na populacje zwierząt dziko żyjących.

Tam także zwrócono uwagę na to, że poprzecinanie siedlisk barierami, które dla zwierząt są nieprzekraczalne, powoduje zubożenie puli genowej lokalnych populacji.

Nie bez przyczyny zatem, i nie tylko z mody bierze się idea zrównoważonego rozwoju, który zapewnić ma trwałość bioróżnorodności biologicznej. Najtęższe umysły wzywają dziś do ochrony bioróżnorodności, do ochrony naszych naturalnych zasobów i do ochrony życia w stanie dzikim. I to nie tylko dla jego bogactwa i piękności, ale również dlatego, że cała harmonia i delikatna równowaga, jaka panuje w świecie przyrody, a więc i przetrwanie naszej ludzkiej wspólnoty, od tej ochrony i zrównoważonego rozwoju zależy.
 
My także mamy swój kawałek pracy do wykonania. Wszędzie lokalnie mamy swoją rodzimą przyrodę, którą powinniśmy chronić – nie konserwować, ale mądrze i w zrównoważony sposób nią gospodarować.
Co się stanie jeśli postęp nauki i techniki nie będzie się liczył z prawami przyrody? W miarę jak rośnie inwazja trujących gazów i pyłów, musi wzrastać zapotrzebowanie na jedyne antidotum – na tlen, na czyste powietrze, na wodę, na las.

Mazury są niezwykle bogate pod względem występowania zwierząt i roślin. Występują tu: jelenie, łosie, sarny, dziki, zające, lisy, rysie, bobry, bieliki, czaple, łabędzie, bociany, żurawie.
Z mniejszych ptaków spotkać także możemy: sikory, wróble, zięby, kukułkę, drozda, świergotka polnego, muchołówkę, dzięcioła, zimorodka i lelka.
Świat roślin wzbogacają: sosna, świerk, brzozy, osiki, klony, olchy, dęby, jałowiec, leszczyna, jarzębina, czeremcha, kruszyna, trzmielina, jeżyna, lilia złotogłów, wielosił błękitny, rosiczka okrągłolistna, wawrzynek wilczełyko, miodunka, żubrówka, obuwik i storczyki.
Krzewinki takie jak bagno zwyczajne, borówka bagienna, żurawina i mchy torfowce.
Żyją tu także ważki, biegacze, trzmiele, tęczniki oraz wiele wiele innych.
Wymieniłem pewnie kilka procent reprezentantów świata ożywionego.

Skąd sukces krainy Wielkich Jezior Mazurskich w światowym konkursie na 7 Cudów Natury? Ano stąd właśnie – z tej bioróżnorodności.

Kraina Wielkich Jezior Mazurskich zaliczona została do grupy 28 najpiękniejszych regionów świata. A pochodzące z kampanii hasło „Mazury Cud Natury” pozostało w świadomości Polaków na zawsze. Jest to taki nierozerwalny zlepek słów, które same się nasuwają: Mazury? Cud Natury

Jakże nam, którzy to mamy na co dzień, czasem trudno dostrzec te bogactwo! A powinniśmy; powinniśmy je widzieć, doceniać i chronić. Dla dobra naszego zdrowia, nie tylko fizycznego, ale i psychicznego!

Różnorodność biologiczna to globalne mienie o nieoszacowanej wartości, tak dla współczesnych, jak i przyszłych pokoleń. Przyszłość ludzkości związana jest z mądrym, zrównoważonym gospodarowaniem na naszej planecie. A to osiągnąć możemy poprzez naszą inteligencję, poprzez nasze wykształcenie, poprzez naszą wiedzę i wrażliwość.

Dzięki nauce możemy nie tylko chronić istniejące gatunki. Wspomnieć tu można chociażby o skarbcach nasion. Naukowcy potrafią już z zamarzniętych, odnalezionych owoców  wyhodować rośliny, które rosły na Ziemi 30 tys. lat temu. Czy traktować je dzisiaj jako inwazyjne? Ostatnie doniesienia dotyczyły kwiatka, który rósł na Syberii, a którego nasiona znaleziono w zmarzlinie w zachowanych od 30 tysięcy lat norkach tamtejszych wiewiórek.

Ciekawe co będzie dalej…

1 cze 2012

Bioróżnorodność - część 1


Słów kilka o bioróżnorodności, z punktu widzenia parlamentarzysty, obywatela, przyrodnika, mieszkańca Mazur.

Pojęcie „bioróżnorodność” dociera do nas z różnych stron, pojawia się w opracowaniach naukowych, słyszymy o niej w wiadomościach, toczą się dyskusje w mediach. Mówi się, że bioróżnorodność powinniśmy chronić.

Skąd to się wzięło? I kiedy zaczęło? Czy jest to moda? Czy jest to konieczność?

Z ciekawości zaglądam do starych encyklopedii. Nie wszystkich oczywiście, ale takich, które akurat mam pod ręką.

Mała Encyklopedia Powszechna z 1969 roku – definicji bioróżnorodności brak.
Dalej:
Encyklopedia Popularna PWN, wydanie 16, z 1985 roku – pojęcia bioróżnorodności nie ma.
Encyklopedia Popularna PWN, wydanie 29, z 1999 roku – jest już bioróżnorodność, zdefiniowana jako pojęcie z dziedziny ekologii tożsame z pojęciem różnorodność biologiczna, do którego jest odsyłacz.

Różnorodność biologiczna jest to zmienność genetyczna czyli bogactwo puli genowej każdej populacji, skład gatunkowy i zróżnicowanie systemów ekologicznych występujących na danym obszarze i na całej Ziemi.

W końcu zaglądam tu, gdzie teraz jestem, do Internetu.

Najpopularniejsza obecnie encyklopedia Internetowa „Wikipedia” podaje:
Termin „różnorodność biologiczna” i jej skrócona forma „bioróżnorodność” stworzony został przez Thomasa Lovejoya w 1980 roku, a w powszechnym użyciu znalazł się od około połowy lat 80.

Nie dziwię się więc, że w naszej encyklopedii z 1985 roku nie było o niej mowy. W ówczesnych czasach zapewne traktowane to było jako kolejny pomysł zgniłego świata zachodniego.

Ale cofnijmy się jeszcze bardziej w czasie.
250 lat temu Linneusz sklasyfikował znane w jego czasach zwierzęta. Opisał ponad 4400 gatunków. Od tamtego czasu biologowie poznali ich 200 razy więcej i to nie koniec.

Dzisiaj znamy miliony gatunków świata ożywionego i praca daleka jest od zakończenia, gdyż każdego roku biologowie - tylko wśród owadów - odkrywają około 10 tyś. nowych gatunków.

Nie możemy zatem określić ściśle liczby gatunków istot żywych, które współcześnie zamieszkują wody i lasy.

A do różnorodności biologicznej zalicza się także odmiany i rasy gatunków wytworzonych przez człowieka w ramach hodowli. Rolnicy, botanicy, zoologowie mówią o nowych hodowlach, o owocach większych i bardziej smacznych, o kwiatach bardziej pachnących, o nowych udoskonalonych rasach zwierząt domowych.

Z drugiej strony lista zwierząt, które człowiek wytępił całkowicie jest długa i zasmucająca. W ciągu swojej krótkiej przecież historii człowiek zmienił oblicze świata. Zmienił puszcze w pola uprawne, pustynie zamienia w stepy, bagna zamienia w sady.

W ciągu ostatnich czterech stuleci nasza znajomość przyrody, a więc i nasza władza nad nią wykazały olbrzymi postęp. Niestety obok akcji budowania, upiększania i ulepszania człowiek prowadzi akcję wyniszczania, szpecenia i pustoszenia.

Rosnąca troska związana ze stratą różnorodności biologicznej zainspirowała proces negocjacji, które doprowadzić miały do powstania legalnego instrumentu, który mógłby powstrzymać i odwrócić ten niepokojący proces zubażania środowiska naturalnego.

W dniu 22 maja 1992 roku, w Nairobi narody świata przyjęły projekt Konwencji o Bioróżnorodności, tzw. "Nairobi Act", który został następnie zaprezentowany na „Szczycie Ziemi” w Rio de Janeiro w czerwcu 1992 roku. Ostateczny tekst Konwencji został podpisany 5 czerwca 1992 roku przez ponad 150 państw.

Obecnie Konwencja jest podpisana przez 189 państw i ratyfikowana przez większość z nich. Polska podpisała Konwencję 5 czerwca 92 roku, a ratyfikowała ją 18 stycznia 96-go.

Zgodnie z tą Konwencją  różnorodność biologiczna to zróżnicowanie wszystkich żywych organizmów występujących na Ziemi w ekosystemach lądowych, morskich i słodkowodnych oraz w zespołach ekologicznych, których są częścią. Dotyczy ona różnorodności w obrębie gatunku, pomiędzy gatunkami oraz różnorodności ekosystemów.

Cdn.

5 sty 2012

Kto się boi Unii...

Leopold Tyrmand Dziennik 1954, Wydawnictwo RES PUBLICA, Warszawa 1989, ss. 234 -235:

„Co za fighter - z tego Mołotowa! Jak on się potrafi użerać. Ale też i ma o co. Zjednoczona Europa – po jego trupie. On woli pojedynek na bomby wodorowe niż tak zdradzieckie sztylety. I ma rację, wie o co się rwie: gdyby takie zjednoczenie wyszło, i to tak naprawdę, kokosy zbite na obłudnym naiwniactwie Roosevelta i moralnej gruboskórności Churchilla poszłyby na marne. Źródłem potęgi komunistów w walce o świat jest pojęcie ojczyzny ideologicznej, niezwykle zaerodynamizowane i uwspółcześnione po ostatniej wojnie i jej konkietach. Za atut ten zapłacono potwornymi ofiarami i mrówczym wysiłkiem, ale i nadszedł czas, gdy można go było wyłożyć na stół i stół aż się zatrząsł. Odtąd fronty pobiegły nie między społeczeństwami, lecz poprzez społeczeństwa i Kreml mógł spać spokojniej.

Zachód cierpi na brak ideologicznej ojczyzny, nie umie się zdobyć na syntezę sztandaru. Rozpada się na szereg ojczyzn: amerykańska demokracja, Kościół katolicki, brytyjski commonwealth, socjaldemokracja i wolne związki zawodowe, neoliberalizm. Niektóre są mocno skonsolidowane, żadna dostatecznie uniwersalna. Najnowszy pomysł zjednoczenia Europy wydaje się komunistom niebezpieczną próbą. W gruncie rzeczy, nie jest on wcale nowy: helleńsko-rzymska idea walki z barbarzyńcami, święte cesarstwo rzymskie narodu niemieckiego, Napoleon, Hitler, niestety brutale. Ale załóżmy, że raz wreszcie zjawi się nie łobuz, ani militarny grubianin, lecz osobnik naznaczony charyzmą perswazji. Można sobie wyobrazić jego sukces w posługiwaniu się tym wszystkim, co nagromadziło się między Lizboną a Wiedniem i Edynburgiem a Palermo. Jakże w takim układzie wyglądałaby dla Kremla perspektywa nowej, dwumilionowej armii generała Własowa z czasu ostatniej wojny? A co z Polakami, Czechami, Węgrami i innymi partycypantami z musu obecnej ojczyzny ideologicznej? O ile znam Polaków, tych z dzisiaj, to wiem, że nie będą się bić ani o Lwów, ani o Wilno, ani o Wrocław, ani o Szczecin. Ale gdyby im zaświecono możliwością udziału w odnowionej European way of life, gdyby im w dodatku podkadzono, że od tysiąclecia stanowią jej integralną część, bez której nie sposób sobie wyobrazić tej nowej kreacji, to nie jestem taki pewien… Mołotow o tym wie i dlatego tak z pianą na pysku szarpie owych podtatusiałych ramoli w tużurkach, którzy coś tam sobie wolniutko i spokojniutko chrzanią w Sztrasburgu o skasowaniu paszportów i taryf celnych”.


Fragment dotyczy Konferencji berlińskiej, 25 stycznia - 18 lutego 1954 roku., z udziałem ministrów spraw zagranicznych „Wielkiej trójki” oraz Francji: Georges - Augustin Bidault, Robert Anthony Eden, John Foster Dulles, Wiaczesław Michajłowicz Mołotow.


To tak a’propos naszego zaangażowania w sprawy Unii Europejskiej i naszej w niej obecności. Kto się tego bał kiedyś i kto się dzisiaj tego boi…

18 lis 2011

Finał "Cudownego" Konkursu z Mazurami

W dniu 11.11.11 (ale wcale nie o godzinie 11:11:11) poznaliśmy nieoficjalne pierwsze przybliżone wyniki konkursu na 7 Cudów Natury. Jak wszyscy w Polsce wiemy, w finale konkursu udział brała Kraina Wielkich Jezior Mazurskich. Nie dostaliśmy się do „najcudowniejszej” siódemki, ale zaprezentowanie Mazur światu, na taką skalę i tak wspaniale, to i tak nie lada wyczyn.

Ukłony należą się Warmińsko-Mazurskiemu Urzędowi Marszałkowskiemu, który był oficjalną instytucją wspierającą Mazury w Konkursie. Ale podkreślić też trzeba zasługi i wkład Polskiej Organizacji Turystycznej, która przecież w styczniu 2009 roku obok Pustyni Błędowskiej i Puszczy Białowieskiej zgłosiła Krainę Wielkich Jezior Mazurskich do konkursu New 7 Wonders of Nature. Obok naszych kandydatów zgłoszonych było 440 regionów z całego świata, a to nie mała konkurencja.

Konkurs, który pierwotnie skierowany był do Internautów, wyszedł z Internetu i dotarliśmy z informacją poprzez wszystkie media do szerszej publiczności. Nigdy wcześniej nie było tak profesjonalnej i przeprowadzonej na taką skalę promocji Warmii i Mazur w Polsce i zagranicą.

Zauważyć też warto wszystko to, co działo się obok konkursu głównego. A więc nasze krajowe imprezy towarzyszące tej akcji, konkursy plastyczne, koncerty, konkursy dla szkół itd. - te wszystkie bardzo pozytywne działania, w które zaangażowało się mnóstwo ludzi. To bardzo budujące i samo w sobie jest sukcesem.

Dzięki wspólnemu zaangażowaniu Kraina Wielkich Jezior Mazurskich zaliczona została do grupy 28 najpiękniejszych regionów świata. Oficjalne ogłoszenie światowych 7 Cudów Natury ma nastąpić na początku 2012 roku podczas oficjalnej ceremonii.

Myślę, że hasło Mazury Cud Natury pozostanie w świadomości Polaków na zawsze. Będzie to taki nierozerwalny zlepek słów, które się same nasuwają. Mazury? Cud Natury!